Dobija: Do Berlina nie jadę na wycieczkę

Teresa Dobija do reprezentacji Polski na rozpoczynające się w sobotę lekkoatletyczne mistrzostwa świata dołączyła w ostatniej chwili. W mistrzostwach kraju w Bydgoszczy skoczyła w dal 6,74 m. Jak podkreśliła zawodniczka AZS Łódź, do Berlina nie jedzie na wycieczkę.

"Spodziewałam się rezultatu na poziomie normy PZLA. Już w zeszłym roku były próby skakania dalej niż 6,70. Walczyłam długo o minimum olimpijskie, były rezerwy i możliwości. Nie udało się jednak" - wspominała.

Reklama

Dobija oceniła, że poprawiła się szybkościowo i technicznie. "Wszelkie parametry wskazywały na to, że powinno się tym razem udać. Musiało się jednak dużo czynników na to złożyć, a przede wszystkim pogoda, która w końcu w Bydgoszczy dopisała".

Właśnie sprzyjających warunków klimatycznych zabrakło, by Dobija już wcześniej była pewna biletu do Berlina. Mistrzostwa Polski w Bydgoszczy były jej ostatnią szansą. "Dlatego też denerwowałam się tym startem, ale stres działa na mnie mobilizująco" - przyznała.

W poszukiwaniu minimum startowała w wielu mityngach. Przed mistrzostwami świata pojechała więc na zgrupowanie do Spały, by "spokojnie potrenować i przygotowywać się do rywalizacji w Berlinie. Chciałabym tam poprawić rekord życiowy - 6,74, a to powinno dać finał" - uważa.

Podopieczna Zdzisława Lipińskiego wspomniała, że nie raz i nie dwa śniła się jej granica siedmiu metrów. "Od najmłodszych lat są takie odległości, które człowiek chce przekroczyć. Najpierw było to pięć metrów, potem sześć, sześć i pół, a teraz przyszła kolej na siedem. Jest to bardzo daleko, ale nie jest to niemożliwe".

Niespełna 27-letnia zawodniczka trenuje od szkoły podstawowej. Jej karierę zahamowała kontuzja i operacja kolana. Dopiero w wieku seniorskim znowu zaczęła osiągać wyniki na wysokim poziomie.

"To jest profesjonalny sport, na sporych obciążeniach i zdawałam sobie z tego sprawę. Na szczęście udało się i mam nadzieję, że teraz będzie tylko lepiej" - powiedziała.

Kobiecy skok w dal przeżywa obecnie regres. Absolwentka fizjoterapii łódzkiego Uniwersytetu Medycznego zaczyna gonić świat.

"Ta sytuacja dodaje mi skrzydeł. Inne zawodniczki stoją wynikowo w miejscu, ja się do nich zbliżam. Nie chcę zbyt daleko wybiegać w planach, ale to jest konkurencja techniczna i bardzo duże znaczenie ma tu doświadczenie, którego trzeba nabywać przede wszystkim w imprezach międzynarodowych. Forma formą, ale jak się wchodzi na wielki stadion ze znanymi zawodnikami okazuje się, że to coś całkiem innego niż rywalizacja na własnym podwórku. Trzeba obyć się z tym wszystkim" - podkreśliła.

Dowodem na słowa polskiej lekkoatletki są wyniki zeszłorocznych igrzysk. Dwa czołowe miejsca zajęły doświadczone 33-letnie zawodniczki - Brazylijka Maggi Maurren Higa i Rosjanka Tatiana Lebiediewa.

Dobija przyznała, że nadal wielkie nazwiska robią na niej wrażenie i budzą respekt. "Pamiętam jeszcze swój pierwszy konkurs z Lebiediewą. To było dla mnie tak przytłaczające, że nie mogłam nogami ruszać na rozbiegu. Teraz już mi się to nie zdarza".

Eliminacje skoku w dal w 12. mistrzostwach świata w Berlinie rozpoczną się 21 sierpnia o 18.00, finał natomiast ostatniego dnia, w niedzielę 24 sierpnia o 16.15.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: wycieczki | Teresa Dobija

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama