Dlaczego Janas powinien odejść?

Polska reprezentacja piłkarska po żenująco słabym występie uległa na Rasundzie Szwedom 0:3. Tym samym można zapomnieć o awansie do finałów mistrzostw Europy.

W IV grupie eliminacyjnej Polacy rozegrali do tej pory pięć spotkań. Wygrali dwukrotnie - z San Marino. Poza tym na swoim koncie mają dwie porażki, u siebie z Łotwą 0:1 i na wyjeździe w Szwecji 0:3. Do tego dochodzi bezbramkowy remis z Węgrami...

Reklama

W meczach z Łotwą, Węgrami i Szwecją Polacy nie strzelili gola i zdobyli tylko jeden, mizerny punkt.

Osiągnięcia Bońka (dwa pierwsze mecze eliminacyjne) i Janasa nie mogą wzbudzać entuzjazmu, raczej wprost przeciwnie. Boniek szybko zrozumiał, że praca z kadrą nie jest tak prosta, jak może wydawać się postronnemu obserwatorowi, zrozumiał, że sytuacja go przerasta i zdecydował się zrezygnować. Opuszczoną kadrę z rekomendacji Listkiewicza przejął Paweł Janas. Jak można podsumować te kilka miesięcy pracy nowego selekcjonera? Niestety, ciężko o jakiekolwiek pozytywy...

W zasadzie w żadnym z dotychczas rozegranych meczów nie widać było żadnej trenerskiej myśli, taktyki, stylu czy pomysłu na grę. Janas miota się w powołaniach, nikt chyba nie wie, dlaczego dany zawodnik znajduje się w konkretnej chwili w kadrze, a inny nie. W siedmiu meczach trener sprawdził 44 zawodników, a więc cztery pełne jedenastki...

W pierwszym meczu towarzyskim pod wodzą "Janosika" Polacy po słabej grze bezbramkowo zremisowali z Chorwacją. Kolejny mecz, kilka dni później, rozegrany został w oparciu o zawodników z polskiej ligi i zwyciężyliśmy Macedonię 3:0. W spotkaniu tym świetnie zaprezentowali się m.in. Niedzialan i Rasiak. Jakie wnioski wyciągnął Janas? Żadnych. W meczu eliminacji z Węgrami zagrali w większości ci sami zawodnicy co z Chorwacją i oczywiście bramki nie zdobyli... Dodatkowo w pierwszym składzie pojawili się Szymkowiak, Kuźba i Marcin Zając, którzy do tej pory nie mieli okazji zagrać w kadrze "Janosika"... Kilka dni później Polacy rozgromili San Marino, dwie bramki zdobył Marcin Kuźba. Wnioski? Żadnych. W kolejnym meczu z Belgią pojawił się na boisku Niedzielan, który nie grał ani z Węgrami ani z San Marino. Zabrakło natomiast Kuźby. Logika? Może i gdzieś jest... ale jak ją znaleźć?

Nadchodzi mecz o wszystko ze Szwecją. Wcześniej ostatni sprawdzian - Kazachstan. Ćwiczymy zagrywki? Stałe fragmenty? Zgranie lub schematy taktyczne? Nie. Janas wpuszcza na boisko dwie różne drużyny, a z połowy każdej z nich, jak się wkrótce okazało, utworzony został zespół na boisku w Sztokholmie... Pytanie o logikę pozostaje otwarte.

W tych dwóch ostatnich meczach Niedzielan już nie grał. Kuźba - przez 45 minut. Żurawski, który w miarę systematycznie przewijał się w kadrze - w ogóle nie został powołany. Pojawił się za to Kryszałowicz, który rozegrał 45 minut z Kazachstanem, po czym, jako zawodnik nie przygotowany do gry wylądował na trybunach na Rasundzie... Pojawił się również Wichniarek, i to on, rozgrywając u Janasa drugi mecz, został jedynym napastnikiem w Sztokholmie. A więc nie sprawdzili się: Niedzielan, Żurawski, Kuźba, Kryszałowicz i Rasiak, których wcześniej Janas sprawdzał...

Sprawą wymagająca osobnego omówienia jest taktyka w meczu ze Szwecją. Wiadomo było, że porażka eliminuje nas z dalszej walki, trzeba więc walczyć minimum o remis. Janas - wzorem Wójcika jadącego po remis na Wembley - desygnował do gry jednego napastnika. Efekt w obu przypadkach był identyczny - trzy bramki "w plecy", tyle, że w Londynie jakimś cudem Trzeciakowi udało się przedryblować kilku Anglików i podać do Brzęczka, który trafił do siatki.

Mija pierwsze 45 minut meczu na Rasundzie i przegrywamy 0:2. Gra załamała się po 10 minutach, plan taktyczny po 15, gdy po raz pierwszy trafił Svensson. Robimy więc zmiany - rzucamy się do ataku, nie mamy czego bronić, prawda? Nic podobnego. Schodzi obrońca, wchodzi obrońca. Trenerze! O co tutaj chodzi? O uniknięcie deklasacji? Bo blamażu uniknąć się nie udało...

Ze Szwecją grała kadra oparta na wiślakach. Wisła zachwycała w pucharach nowoczesną grą, zdobyła mistrzostwo Polski. Henryk Kasperczak wprowadził nowoczesne ustawienie 4-4-2. Janas stwierdził, że ten system jest zbyt ofensywny. Wolał pięciu pomocników, więc Kosowski wchodził sobie w drogę z Krzynówkiem, w efekcie długo szukał swojego miejsca na boisku, by go ostatecznie nie znaleźć. A kto jest lepszym piłkarzem: Głowacki czy Stolarczyk? Pytanie z tych retorycznych. Jednak to Stolarczyk biega po boisku, a Głowacki siedzi na ławce. Dlaczego? Bo Hajto jest środkowym obrońcą i musi grać. A czy jest lepszy od Głowackiego - to już mocno wątpliwe...

Jak będzie wyglądała gra jednym napastnikiem - przewidzieli kibice już w momencie ogłoszenia składu, nie wróżąc nic dobrego polskiej drużynie. Osamotniony Wichniarek i tak zagrał dobrze, sam potrafił sobie wypracować najlepszą okazję do zdobycia gola. Najczęściej wyglądało to jednak tak, że osaczony przez trzech obrońców Polak nie miał najmniejszej szansy na przyjęcie czy zgranie kierowanej do niego piłki. A to dlatego, że cała reszta drużyny była 20 metrów za nim, oczywiście na własnej połowie...

Dlaczego Janas, chcąc budować reprezentację na Wiśle nie zdecydował się na "wiślackie" ustawienie na boisku, na wypuszczenie na boisko razem Kuźby i Żurawskiego? Czy w Wiśle nie ma piłkarzy lepiej nadających się do gry w kadrze niż Stolaczyk i Jop? Czy wystarczy łapać się do pierwszego składu Wisły, by być pewnym powołania? A czy nazwiska są mniej ważne, natomiast ilość wiślaków musi się zgadzać? Co robił w kadrze Kryszałowicz? W jaki sposób Zdebel, który po raz drugi za kadencji Janasa założył biało-czerwoną koszulkę ma kierować grą reprezentacji? Pytania można mnożyć. Najważniejsze jest jednak takie: Czy człowiek, który prawdopodobnie nie zna na nie odpowiedzi musi kierować polską reprezentacją?

Dowiedz się więcej na temat: remis | San Marino | bramki | mecz | Paweł Janas

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje