"Diabły" o krok od tytułu

Już tylko jedno zwycięstwo dzieli hokeistów New Jersey Devils od obrony Pucharu Stanleya. W starciu numer pięć "Diabły" pokonały w niegościnnej hali Pepsi Center Colorado Avalanche 4:1 i po raz pierwszy objęli prowadzenie w serii (3:2).

Sporo roszad w formacjach swej drużyny, z powodu kontuzji pierwszego centra Devils Jasona Arnotta musiał poczynić coach ekipy z New Jersey Larry Robinson. Zmiana partnera w ataku dobrze zrobiła Aleksandrowi Mogilnemu, który na niespełna 70 sekund przed końcem pierwszej tercji pokonał Patricka Roy`a i wyprowadził na prowadzenie gości 2:1. To pierwsza bramka Rosjanina od 15 spotkań. We właściwym momencie przebudził się i inny as "Diabłów" Sergiej Brylin (ten raził indolencją strzelecką od 12 gier), który po asyście Mogilnego zdobył w drugiej tercji trzecią bramkę dla gości. Formalności dopełnił w ostatniej odsłonie John Madden.

Reklama

Przystępując do meczu nr. 5, obie drużyny zdawały sobie sprawę, jak ważne jest zwycięstwo w tym spotkaniu. Wygrana przy remisowym stenie rywalizacji rozgrywanej w systemie best-of-seven dawała czyniącemu to zespołowi duża przewagę psychiczną i stawiała pod ścianą rywala, który chcąc zdobyć upragniony tytuł musiał być lepszy we wszystkich pozostałych spotkaniach.

Gracze z New Jersey rozpoczęli grę w mocno przemodelowanym składzie, bez kontuzjowanego w poprzednim starciu Jasona Arnotta, zastępowanego przez Jima McKenzie, oraz bez słabo spisującego się obrońcy Seana O'Donnella, w miejsce którego pojawił się 32-letni Ken Sutton.

Od początku pierwszej tercji do szturmu ruszyli gospodarze, niesieni niewiarygodnym dopingiem kompletu publiczności zasiadającej w hali Pepsi Center. Najlepszą akcją tej części spotkania była jednak kontra "Diabłów", skutecznie zatrzymana przez obrońców i Patricka Roy'a. Jednak kolejny szybki wypad Sykory i Eliasa zakończył się celnym uderzeniem tego ostatniego i goście już na początku spotkania objęli prowadzenie.

W poczynania drużyny z Denver wkradła się duża nerwowość, gdyż z pewnością nie spodziewała się ona takiego rozpoczęcia rywalizacji w tym starciu. Zaowocowało to następnymi kilkoma groźnymi sytuacjami podbramkowymi w tercji "Lawin". W końcu po kilku minutach dobrą sytuację miał Dave Reid, lecz jego strzał z najbliższej odległości wybronił Brodeur. Po kolejnej ofensywnej akcji Avalanche za spowodowanie upadku przeciwnika na ławce kar znalazł się Bobby Holik. Gdy wydawało się że wychodzący w przewadze 3:1 goście powiększą swoją przewagę, po znakomitym przejęciu krążka przez Raya Bourque'a i atomowym strzale Tanguay'a w samo okienko na tablicy wyników pojawił się wynik 1:1.

Bramka zdecydowanie pobudziła graczy oraz kibiców drużyny Hartley'a. Obie drużyny zaczęły grać dużo bardziej fizycznie, raz po raz dochodziło do efektownych zderzeń i ostrych starć pod bandami. Skuteczniejsza w końcówce tercji okazała się ekipa z New Jersey, która po dwójkowej akcji Gomez - Mogilny odzyskała prowadzenie.

Na 40 sekund przed końcem pierwszej odsłony ponownie w sytuacji 5 na 4 znaleźli się gospodarze, jednak w podbramkowym zamieszaniu nie udało się umieścić krążka w bramce.

I tercja:

bramki:

0:1 Elias (Sykora, Rafalski) 3:09

1:1 Tanguay (Sakic, Bourque) 10:09 w przewadze

1:2 Mogilny (Gomez, Rafalski) 18:47

strzały: 6:6

Pomimo przewagi jednego gracza na w pierwszych kilkudziesięciu sekundach nie udało się drużynie z Colorado stworzyć dogodnej sytuacji do strzelenia gola. Tuż po powrocie ukaranego zawodnika kapitalną sytuację zmarnował Adam Foote, który po podaniu Joe Sakica z najbliższej odległości nie trafił bo bramki. Kolejne minuty przyniosły kilka dobrych sytuacji "Diabłom", a ciągłe natarcie zaowocowało karą dla Roba Blake'a. Przewaga jednego gracza została mistrzowsko wykorzystana, kiedy Brylin zmienił tor lotu krążka po uderzeniu Mogilnego. Wydawało się, że przegrywające różnicą 2 bramek "Lawiny" natychmiast rzucą się do szturmu, jednak nie bardzo udawało się gospodarzom stworzyć składne akcje. Na lodzie działo się jednak zupełnie inaczej, bardzo swobodnie w tercji rywala poczynali sobie gracze Devils, zmuszając Roya do wielu interwencji.

Wreszcie na kilka minut przed końcem tercji udało się ekipie Avalanche odzyskać nieco inicjatywę, oddać kilka celnych strzałów. Na nieco ponad 4 minuty do końca tercji na ławkę kar powędrował Niedermayer, jednak próby ataków ciągle były rozbijane przez przyjezdnych, którzy mieli nawet kolejną szansę na celne uderzenie, jednak Elias zawiódł w decydującym momencie. W ostatniej minucie po raz kolejny wzorową interwencją popisał się Martin Brodeur, blokując szarżującego Erica Messier.

II tercja:

bramki

1:3 Brylin (Mogilny,Niedermayer) 24:39 w przewadze

strzały: 9:10

3. tercja rozpoczęła się od wyrównanej gry, by po 2 minutach zarysowała się nieznaczna przewaga Colorado. Dwukrotnie było groźnie pod bramką Devils, jednak tak naprawdę żadna z sytuacji nie sprawiła kłopotu bramkarzowi "Diabłów". Niebezpiecznie po raz kolejny kontrowali goście, ale sytuacji sam na sam nie wykorzystał rozgrywający znakomite spotkanie Mogilny. Kilka minut później po raz kolejny zakotłowało się pod bramką Brodeur'a, lecz ani Hinote, ani Sakic nie zdołali pokonać znakomitego kanadyjskiego bramkarza grającego w drużynie z New Jersey. Z kolei okazji na drugim końcu tafli szybką akcję przeprowadziła siejąca w tym spotkaniu spustoszenie dwójka Elias - Sykora. Im bliżej końca meczu tym ostrzejsza stawała się gra, sędziowie jednak dosyć oszczędnie rozdawali kary, po 2 minuty dla Stevensa i Foote'a. W okresie gry 4 na 4 po przejęciu krążka dobrą szansę miał Rob Blake, ale jego akcja była nieskuteczna. Na 7:06 do końca jeszcze jedną szansę dostali gracze Avalanche, kiedy przez 2 minuty ze swoje przewinienie odpoczywał McKenzie. Jedyną groźną akcją tego okresu była jednak kolejna kontra gości (znów Elias i Sykora), ponownie niewykorzystana.

W końcówce znakomicie grający w destrukcji podopieczni Larry'ego Robinsona nie pozostawili wątpliwości kto jest lepszy, a na 105 sekund przed końcem John Madden po solowej akcji przypieczętował efektowne zwycięstwo przyjezdnych. Już po zakończeniu spotkania doszło do przepychanki pomiędzy zawodnikami obu drużyn, głównie za sprawą próbujących wyładować swoją frustrację gospodarzy.

III tercja:

bramki

4:1 Madden (Stevenson) 58:05

strzały: 8:10

Mecz numer sześć w czwartek w East Rutherford.

Zobacz rywalizację w play off

FINAŁ PUCHARY STANLEYA:

Colorado Avalanche - New Jersey Devils 1:4

stan rywalizacji: 3:2 dla Devils

Dowiedz się więcej na temat: Jersey | szatan | pepsi | goście | strzały | bramki | New Jersey

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje