Decyzja Staszulonek to bolesny cios

Prezes Polskiego Związku Sportów Saneczkowych Grzegorz Kuczyński przyznał, że decyzja o przerwaniu kariery przez Ewelinę Staszulonek jest zaskakującym i bolesnym ciosem, gdyż niedawno ustalone zostały szczegóły jej przygotowań do tego sezonu i igrzysk w Soczi.

"Negocjacje z panią Eweliną prowadzone były w sierpniu i wrześniu. Łatwe nie były, ale ja nie lubię obiecać czegoś, co jest nierealne. Podkreślałem, że nie patrzmy w kosmos, a na ziemię, po której stąpamy. Jako związek staraliśmy się zadośćuczynić, w ramach naszych możliwości, wszystkim sugestiom zawodniczki" - powiedział Kuczyński.

Reklama

Zaznaczył, że apogeum "sprawy Staszulonek" miało miejsce na początku września, kiedy to rozmowy toczyły się w bardzo szerokim gronie, z udziałem m.in. przedstawicieli Ministerstwa Sportu i Turystki, Klubu Polska Soczi 2014, a także trenera Marka Skowrońskiego, z którym ósma zawodniczka igrzysk w Vancouver współpracowała 10 lat.

"Po tym spotkaniu odetchnąłem z ulgą. Miałem wrażenie, a nawet pewność, że ustalenia dotyczące dalszego procesu szkolenia zawodniczki są dla niej satysfakcjonujące, bo wyraziła aprobatę. Nawet trener Skowroński, którego bardzo cenię jako wysokiej klasy specjalistę, nie protestował, by poszła do innego fachowca, np. z Niemiec" - wspomniał.

Jego dobry nastrój z osiągniętego porozumienia nie trwał długo. Kilka dni po spotkaniu "na szczycie" dwukrotna uczestniczka zimowej olimpiady poinformowała związek pocztą elektroniczną, że podjęła decyzję o zaprzestaniu uprawiania sportu.

"To był zaskakujący i bolesny cios. Bolesny dlatego, że zawodniczka nie była do końca szczera. Każdy ma prawo do zakończenia kariery w chwili, którą uzna za stosowną. Ale pani Staszulonek, jak się okazało, tego jeszcze nie zamierza. Szuka możliwości startu w barwach innego kraju" - wyjaśnił prezes PZSS.

Przyznał, że takie wiadomości docierały do niego znacznie wcześniej, ale traktował je w kategorii plotek.

"Miałem sygnały, że pani Staszulonek rozgląda się za inną federacją. Nie dopuszczałem jednak myśli, że mogą być prawdziwe, zwłaszcza, że nie miałem wiarygodnego potwierdzenia. Dlatego ból jest tak duży, zadany nie tylko mnie, ale również osobom, które wspierały karierę zawodniczki i były jej życzliwe. Wszystkie nasze starania były potwierdzeniem, iż zależy nam, by mogła w jak najlepszych warunkach przygotowywać się do startu w igrzyskach w Soczi" - podkreślił Kuczyński.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: Ewelina Staszulonek

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje