Dan Petrescu: Dokonaliśmy cudu

W Rumunii trwa euforia po ostatnim zwycięstwie ekipy Dana Petrescu, Unirei Urziceni nad FC Sevillą w Lidze Mistrzów. Klub z 25-tysięcznego miasteczka, bez gwiazd i spektakularnych transferów, ma szanse wyjść z grupy w Lidze Mistrzów. - Dokonaliśmy cudu, choć na razie tylko w połowie, bo awansu jeszcze nie mamy - wyznaje były trener Wisły Kraków.

Na jedną kolejkę przed końcem obecnej fazy LM, Unirea znajduje się na drugim miejscu w tabeli, wyprzedzając takie firmy jak Glasgow Rangers i VfB Stuttgart. - To zwycięstwo z Sevillą stawiam na razie na pierwszym miejscu w mojej dotychczasowej trenerskiej karierze - powiedział Petrescu rumuńskim mediom. - Dokonaliśmy cudu, choć na razie tylko w połowie, bo awansu jeszcze nie mamy. Ale i tak zdobyliśmy więcej punktów, niż przypuszczali eksperci.

Reklama

Peterscu trenerską karierę zaczął stosunkowo niedawno. Jednym z pierwszych klubów, jakie prowadził, była Wisła Kraków. Po tym, jak zwolniono Rumuna z krakowskiego klubu, wielu piłkarzy Wisły narzekało, że treningi za Petrescu były zbyt wyczerpujące, a taktyka ofensywna mało wyrafinowana. Unirea również nie gra zbyt widowiskowej piłki w ofensywie - w meczu z Sevillą proporcje posiadania piłki wynosiły momentami 30 procent do 70, na korzyść hiszpańskiej ekipy. Jednak futbol Petrescu w Urziceni broni się przede wszystkim wynikami.

Rumuński trener często jest pytany, jaka jest jego recepta na takie wyniki z Unireą, oprócz ciężkiej pracy i dyscypliny. Były szkoleniowiec Wisły upiera się, że te dwie rzeczy w zupełności wystarczą. - Organizacja gry i ciężka praca, tyle! Te dwie rzeczy, jeśli je połączyć, pozwalają pokonać każdego rywala. Moi piłkarze są moimi bohaterami.

Według rumuńskiej prasy, najzagorzalszym kibicem zespołu Unirei jest mama Dana Petrescu, Florica. Ogląda każdy mecz ekipy prowadzonej przez syna, choć ze względu na stan zdrowia - nie na stadionie, a przed telewizorem.

Dan Petrescu na boisku to prawdziwy wulkan. Powiedzieć, że żyje meczem, to nie powiedzieć nic. Już w czasach, gdy trenował Wisłę Kraków, zwykł wykłócać się z sędziami, kiedyś nawet uszkodził ławkę rezerwowych, gdy ze złością uderzył w nią pięścią. Od tego czasu niewiele się zmieniło. Pani Florica martwi się, że syn jest taki wybuchowy. - Ale on zawsze mi tylko powtarza: "Mamo, wiesz, że taki już jestem. Nie zmienię się. Nie cierpię przegrywać!"

- W domu jest zupełnie inny, niż na boisku. Troszczy się o mnie. Wie, że choruję, dzwoni do mnie codziennie - zwierza się Florica Petrescu. - On jest takim człowiekiem, który zawsze robi więcej niż inni, jeśli to tylko możliwe - dodaje.

Dowiedz się więcej na temat: Dan Petrescu

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje