Dallas pokonali Bucks, 50. triumf Lakers i Kings

Po 15 latach bezskutecznych starań Dallas Mavericks przełamali wreszcie kompleks wyjazdowych starć z Milwaukee Bucks. Ekipa z Teksasu pokonała po raz pierwszy od grudnia 1987 roku "Kozły" 112:106 po dodatkowym czasie gry i z równała się bilansem (49 zwycięstw, 21 porażek) z San Antonio Spurs na szczycie Midwest Division.

Mężem opatrznościowym gości był Nick Van Exel, pozyskana przez drużynę Marka Cubana tuż przed ostatecznym terminem tegorocznych transferów. Van Exel nie miał sentymentu dla drużyny z miasta swego dzieciństwa i zdobył w Target Center 17 punktów, wszystkie w czwartej odsłonie i dogrywce po raz pierwszy od transferu oddając decydujące rzuty.

Reklama

Rezerwowy rozgrywający Mavs, który wychował się w Milwaukee, najpierw wrzucił rywalom 13 "oczek" w czwartej kwarcie niwelując 13-punktowy deficyt gości na starcie kwarty (68:81), później dwoma layupami otworzył konto punktowe swej drużyny w dogrywce wyprowadzając ekipę Dona Nelsona na prowadzenie 99:98.

Potem już losy meczu przejęli w swoje ręce Steve Nash, Michael Finley i Dirk Nowitzki. "Big Three" z Teksasu wykombinowali pospołu kolejnych 11 "oczek" swego zespołu i było po meczu.

- Kocham to miejsce. Na meczu była moja mama, rodzina, znajomi, cieszę się więc, że to ja przesądziłem o zwycięstwie - nie krył radości Van Exel.

Minorowy nastrój panuje tymczasem w obozie George Karla. "Kozły" zgubiły gdzieś formę z początku sezonu i po przerwie na mecz All Star wygrały tylko 9 z 23 meczów obsuwając się w tabeli Wschodu na czwarte miejsce. Co więcej zespół nękają kontuzje i zaplecze ekipy zaczyna przypominać szpital. Ray Allen nie gra z powodu urazu kolana, Sam Cassell przesiedział na ławce rezerwowych z zabandażowanym kciukiem, Michael Redd zszedł z parkietu po 20 minutach z bolącym kolanem, a najskuteczniejszym graczem Bucks był kulejący Tim Thomas.

Solidarnie wygrały dwie czołowe ekipy Pacific Division osiągając już pół setki zwycięstw w sezonie. Obrońcy tytułu mistrzowskiego pokonali w swej Staples Center Cleveland Cavaliers 121:116, a Sacramento Kings ograli w derbach Kalifornii Los Angeles Lakers 107:90.

Phil Jackson wyraźnie oszczędzał w starciu z Cavs swych asów, wysyłając w bój całą ławkę rezerwowych, która uzbierała w sumie aż 51 punktów. Shaquille O`Neal zabawił na parkiecie 25 minut oddał 9 rzutów, z których 8 wpadło do kosza rywali i zakończył zawody z dorobkiem 19 punktów. O dwa mniej do protokołu wniósł Kobe Bryant (7/10 z gry w 31-minutowym meldunku) i wystarczyło to by trzeci z sezon z rzędu notować już 50. zwycięstwo. W zespole gości 35 punktów (16 w finałowej kwarcie) zdobył Rick Davis.

"Królowie" wciąż bez Predraga Stojakovica (problemy z mięśniami prawego uda) pewnie uporali się w ARCO Arena z Clippersami 107:90. 35 punktów dla zwycięzców zdobył Chris Webber, 19 dodał Doug Christie.

Drugi raz w ciągu tygodnia Denver Nuggets byli dostarczycielami punktów dla Washington Wizards, drugi raz przy symbolicznym udziale Michaela Jordana. Dzięki zwycięstwu w MCI Center 103:87 ekipa Douga Collinsa wciąż pozostają w walce o udział w play off. Chris Whitney i Richard Hamilton zaaplikowali rywalom solidarnie po 22 punkty, a Jordan wchodząc z ławki na 20 minut uciułał 9 (4/9 z gry).

- Nie mam żadnych problemów wchodząc do gry z ławki rezerwowych, dopóki moi partnerzy robią na parkiecie to co do nich należy - wyłuszczył swą filozofię "Air".

Zobacz wyniki meczów z 26 marca

Dowiedz się więcej na temat: Entourage | triumf | lakers | 50+ | "Dallas"

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje