Dalekosiężne plany króla kibiców

Andrzej Bobowski był specjalnym gościem podczas turnieju "Gwiazdy na gwiazdkę" w Jeleniej Górze. Król polskich kibiców przyjechał pokazać młodym adeptom piłki nożnej, że jest ktoś taki, kto ma hopla na punkcie futbolu. Popularny "Bobo" znalazł także trochę czasu, aby porozmawiać z portalem INTERIA.PL.

W przyszłym roku minie 55 lat od kiedy Andrzej Bobowski kibicuje reprezentacji Polski. Pierwszy mecz międzypaństwowy zaliczył 28 października w 1956 roku. Wówczas Polska podejmowała Norwegię.

Reklama

- Tego samego dnia wypuszczony z więzienia został kardynał Wyszyński - zaskakuje świetną pamięcią "Bobo". Jednak gdy pytamy go, w jaki sposób złapał bakcyla kibicowania, bezradnie rozkłada ręce. - Szczerze mówiąc, to sam nie wiem - odpowiada.

Kolorowy telewizor zamiast mistrzostw

Pierwszy wyjazd zagraniczny z drużyną narodową najbardziej rozpoznawalny kibic w Polsce zaliczył w 1975 roku. - Dlaczego tak późno? To były czasy, w których dewiz i paszportu nie dostawało się na zawołanie - tłumaczy. Na pierwsze mistrzostwa świata mógł wyjechać już w 1974 roku, ale słabe rezultaty kadry w meczach sparingowych i rodzina zniechęciły go do wyprawy. Pieniądze odłożone na wyjazd przeznaczył na kolorowy telewizor, który w tamtych czas był towarem luksusowym.

Król kibiców na swoje "delegacje" roztrwonił już fortunę. Jedynie wyjazd do Korei i Japonii w 2002 roku sponsorował mu Białorusin, za pozostałe podróże płacił z własnej kieszeni. Jego rodzina mimo wszystko szanowała jego pasję.

- Co cztery lata tata przyjeżdża goły, ale wesoły - śmieją się jego synowie.

W PZPN-ie szukali na niego haków

- Jedyną pomoc, którą otrzymuję od PZPN, to możliwość zamówienia sobie biletu. Niedawno zapytałem Grzegorza Latę, czy na 40-lecie mojej działalności nie podarowałby mi 6 wejściówek, ale prezes PZPN zasłonił się kryzysem finansowym. Zresztą teraz jak wchodzę do związku, czuje się bardzo wyobcowany. Znam może dziesięć procent ludzi, którzy tam pracują. Ostatnio nawet jedna dziewczyna mnie tam zdenerwowała, bo zamiast załatwiać mi bilety zaczęła szukać na mnie haków i gdzieś tam wynalazła, że ja w 2002 roku prosiłem związek o przedłużenie terminu wpłaty 600 dolarów. Musiałem sporo naszperać się w domu, żeby jej udowodnić, że ja ten dług spłaciłem. Do dzisiaj za ten incydent nikt z PZPN mnie nie przeprosił, choć dziewczyna straszyła mnie nawet sądem - wyjaśnia nam Bobowski, który w 1970 roku rozpoczął pracę społeczną na rzecz Polskiego Związku Piłki Nożnej.

Działalność w krajowej federacji rozpoczął od zapisania się na kurs sędziego piłkarskiego. Oprócz funkcji arbitra działał również w Wydziale Wychowania, Wydziale Wychowania i Dyscypliny, a obecnie jest członkiem klubu seniora. Przez pięć lat działał także w OZPN w Warszawie.

Przyjaciel "Fryzjera"

Choć niektórzy mówią o nim samozwaniec, królem polskich kibiców mianowali go dziennikarze. Bobowski znacznie jednak różni się od stereotypowego kibica. No bo przecież standardowy kibic nie zna osobiście: Pelego, Eusebio, Zico, Platiniego, Blattera i nie rozmawia na co dzień z Latą, Listkiewiczem, Piechniczkiem, Gmochem, nie przyjaźni się z Ryszardem F., zwanym Fryzjerem. Tej ostatniej znajomości w ogóle się nie wstydzi.

- To mój przyjaciel. Nie mogę na niego złego słowa powiedzieć. Prokuratorzy często mówią - dajcie mi człowieka, paragraf znajdę. Widocznie znaleźli. Sam zresztą byłem arbitrem, ale nikt mi nigdy nie złożył propozycji korupcyjnej. Głupio było mi nawet prosić o proporczyk, choć byłem kolekcjonerem. Zdziwiłem się, gdy dowiedziałem się, że to Rysio jest ojcem chrzestnym korupcji - broni swojego kumpla.

"Bobo" zdradził również swoje plany na przyszłość. - Marzę, aby zostać ambasadorem spółki PL2012, jestem w trakcie rozmów z Coca Colą, umawiam się na spotkanie w tej sprawie także z Marcinem Herrą. Na pewno będę chciał obejrzeć występy reprezentacji Polski na tym turnieju. W 2014 roku zamierzam polecieć na mundial w Brazylii. Pod względem atmosfery ten turniej może przebić Argentynę, która w moim prywatnym rankingu zajmuje pierwsze miejsce - wyjaśnia.

Nie tylko piłka

- Nie samą piłką człowiek żyje. Na przestrzeni kwietnia i maja wybieram się do Ziemi Świętej - zdradza nam swoje plany król polskich kibiców. Bobowski jest człowiekiem wierzącym. Pięciokrotnie był na audiencji u papieża. - Skojarzyłem, że Karol Wojtyła powiedział kiedyś, że pochodzi z dalekiego kraju. Moja pierwsza audiencja odbyła się właśnie w dalekim kraju - w Argentynie, natomiast cztery pozostałe w Watykanie - wylicza "Bobo", który przywiązuje dużą uwagę do liczb.

- Mieszkam w mieszkaniu numer 78, na pierwszym mundialu byłem 1978 roku. W tym samym roku byłem na pierwszej audiencji u papieża. W XX wieku miałem zaliczonych 6 mundiali, a na koncie 98 obejrzanych na żywo spotkań. W tym samym czasie papież miał siedem pielgrzymek do Polski i odbytych 98 pielgrzymek na świecie. Przewidywałem, że w 2018 roku mistrzostwa odbędą się w Rosji. Jeślibym tam pojechał, zaliczyłbym wtedy jedenaste mistrzostwa świata w wieku 78 lat. Wszystko w rękach Boga - dodał.

Kilka miesięcy temu Bobowski zaangażował się również w działalność polityczną. Startował w wyborach do rady miasta Warszawy. - Nigdy do polityki się nie pchałem. Był to mój pierwszy udział w wyborach. Dostałem 1500 głosów i przepadłem, jednak znajomi dyplomaci mówią mi, że mam wszelkie predyspozycję do tego, żeby w przyszłości zostać posłem. Mam swoje przemyślenia na temat działań sądownictwa, prokuratury. Myślę, że dużo w tej materii można byłoby poprawić - zakończył.

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | reprezentacja Polski | Euro 2012

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje