Czy to nieszczęście, żeby Polska wygrała ze Słowacją?

Nie chcę popadać w paranoję, by życzyć reprezentacji Polski porażki ze Słowakami. Życzę więc PZPN, by znalazł sobie inny bodziec uświadamiający mu do jak agonalnego stanu doprowadza nasz futbol.

INTERESUJESZ SIĘ FUTBOLEM? PODYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM

Reklama

Po bezdyskusyjnej klęsce z Czechami w meczu brzydkim i nudnym nasłuchaliśmy się słodkich bajań o ośmiu kornerach w pierwszej połowie. Przypomniało mi to klasyka rodzimej myśli szkoleniowej (Wojciech Łazarek), który wygrywał pierwsze połowy w przegranych meczach. Komiczne to i straszne zarazem biorąc pod uwagę, co stać się może, gdyby na zakończenie katastrofalnych eliminacji gracze Stefana Majewskiego odebrali punkty liderowi grupy.

Z PZPN spłynąłby na selekcjonera deszcz łask wiecznych zdejmujący z niego niepewność związaną z przydomkiem "tymczasowy". Już słyszę Grzegorza Latę krzyczącego na zebraniu zarządu "Stefciu prowadź na Euro", a potem bajanie Antoniego Piechniczka dla mediów "wrogich i złośliwych" o tym, że zaletą drużyny jest to, iż jest nasza, własna, nie jakaś tam zagraniczna.

Jeśli prawdą jest, że na środowy mecz sprzedano zaledwie 5 tys biletów, bo większość bezsilnych kibiców postanowiła wreszcie bojkotować Związek (w sposób kontrowersyjny, ale jedyny, jaki mogą), jeśli sponsorzy kadry wypowiadają się już oficjalnie podkreślając, że dają pieniądze na drużynę, a nie na działaczy, to ja na miejscu Laty i jego kolegów z PZPN zacząłbym poważnie się zastanawiać.

Nawet, gdy czują się pokrzywdzeni, niesłusznie oskarżani i niedoceniani, to ci sfrustrowani ludzie stający ostro przeciw nim tworzą wymierną siłę, przed którą nie obronią PZPN koledzy z FIFA i UEFA. Rozumiem, że chowając się za plecy światowych władz Związek wygrał trzy wojny futbolowe, ale ta czwarta, z kibicami może być najbardziej zażarta.

To jest jak w starym dowcipie, który mówił, że jeśli jedna osoba nazwie cię "koniem" machnij na to ręką, ale jeśli zrobią to tysiące osób, kup sobie siodło. Nawet, jeśli działacze PZPN uważają się za kozła ofiarnego, na którego spadają razy niezasłużone, powinni wreszcie pojąć, że przed Euro 2012 oni też muszą pójść na ustępstwa. Zwłaszcza, że wydają się one logiczne i oczywiste.

Reprezentacja, która za 2,5 roku będzie gospodarzem mistrzostw Europy zasługuje na poważne wybory selekcjonera. Niech zostanie nim trener najlepszy z możliwych, a nie najlepszy kolega Laty, czy Piechniczka (Engela celowo pomijam, bo on podobno kolegów nie ma). Niech w PZPN przynajmniej te stanowiska, które ściśle wpływają na stan piłki będą obsadzane według kryteriów merytorycznych, a nie na podstawie rozliczeń koleżeńskich po minionych wyborach.

Niech twarzami Związku staną się chociaż w jakiejś części ludzie nowi, a nie działacze regionów unurzani w zgniliźnie, która powyżerała im mózgi i sumienia.

Lato, Engel, Piechniczek, Majewski mogliby z pewnością nadal pracować dla Związku, każdy z nich miał przecież niekwestionowane dokonania, ale żeby brali się za rzeczy, do których mają kwalifikacje. Gdyby jedyny polski król strzelców finałów mistrzostw świata pełnił funkcje reprezentacyjne w FIFA i UEFA, to byłoby akceptowalne i logiczne. Nie do zaakceptowania jest, gdy swoją osobą legitymizuje działaczowską sforę, która wciąż chce się zachowywać jak w latach 70 (wtedy przecież mieliśmy sukcesy).

Przez 40 lat futbol stał się niemal inną dyscypliną, biznesem globalnym, w którym dominują fachowcy, działający według strategii i planów. Nasi piłkarscy działacze nie chcą się z tym zmierzyć, przypominają ludzi, którzy wciąż zamiast karty kredytowej wolą używać walizki z pieniędzmi, a rozmowy z obcokrajowcem nie wyobrażają sobie bez tłumacza (przynajmniej na to wygląda, skoro nawet rzecznik Związku będzie go potrzebował).

W sumie PZPN musi zrobić co można, żeby zbudować plan ratowania piłki, ale też przestać wyglądać jak skansen ludzi z epoki jaskiniowej, którzy do porozumiewania się ze światem używają maczugi (nie mówię teraz rzecz jasna o wszystkich ludziach zatrudnionych w Związku).

Gdyby te warunki udało się spełnić, dyskusje w 40-milionowym kraju: "cieszyć się, czy martwić, kiedy drużyna narodowa wygrywa", byłyby dialogami rodem z teatru absurdu. Tymczasem dziś, niestety dość powszechnie się toczą. PZPN może nazwać dyskutantów chuliganami, ale nie zmieni to faktu, że to jednak nie oni zaprowadzili nasz futbol w głęboką przepaść.

INTERESUJESZ SIĘ FUTBOLEM? PODYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM

DYSKUTUJ NA NASZYM FORUM O AKCJI "PUSTY STADION"

Zobacz także:

Polska - Słowacja: Sprzedano 5 tysięcy biletów

Kołtoń: Pusty stadion zaboli PZPN i to bardzo!

Mają dość PZPN-u, nie kupują biletów!

Kapitan Słowacji chce w Chorzowie poczuć się jak u siebie

Słowakom też nie idzie sprzedaż biletów

Lawina ruszyła. PZPN nie powstrzyma bojkotu kibiców

Majewski: Prawdziwi kibice zawsze przyjdą

Dowiedz się więcej na temat: PZPN | majewski | kibice | działacze | futbol | stadiony | nieszczęście

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama