Crump: W Gorzowie jak w domu

Rozmowa z mistrzem świata Jasonem Crumpem - zwycięzcą X Memoriału Edwarda Jancarza

- Jesteś kochany przez kibiców Stali Gorzów. W przypadku awansu Stali do Ekstraligi, kibice pragną, abyś po latach wrócił do drużyny, z którą debiutowałeś w polskiej lidze. Jest to możliwe?

Reklama

- Lubię gorzowski tor i szczerze muszę przyznać, że czuję się tutaj jak u siebie w domu. Jeśli chodzi o starty w Stali Gorzów, to wszystko jest możliwe... Jednak podstawowym warunkiem jest, aby drużyna wywalczyła awans. Innym byłoby znalezienie dla mnie sponsora. Potem możemy rozmawiać. Jestem otwarty na wszelkie oferty.

- Czy gorzowscy działacze już z tobą rozmawiali?

- Nie jest jeszcze dogodny czas, aby o tym mówić.

Okazałeś się najlepszy w memoriałowym turnieju. Jednak zwycięstwo okupiłeś awarią motocykla. Co było powodem defektu w ostatnim twoim wyścigu fazy podstawowej turnieju?

- Po XVII wyścigu w parku maszyn okazało się, że silnik w moim motocyklu stracił moc. Byłem wściekły i pełen obaw. Jednak chwilę później, po zwycięstwie w wyścigu finałowym, złość raptownie minęła i radowałem się ze zwycięstwa.

- Po każdym wygranym wyścigu oddawałeś otrzymanego w nagrodę szampana uroczym gorzowiankom. Po dekoracji też podążyłeś z uśmiechem do kibiców trzymających transparent z napisem Jason Welcome Home...

- Trudno nie być uśmiechniętym, gdy ściga się dla takiej publiczności i do tego znajduje się na czele.

- Czy obsada żużlowego święta w Gorzowie była znakomita?

- Oczywiście! Wielu zawodników było zaskoczonych tłumami na trybunach. Taka frekwencja towarzyszy nam na turniejach Grand Prix. Gorzowscy kibice zasługują na takie imprezy. Zresztą w Gorzowie kibice i działacze bardzo kochają speedway. Składu finałowej czwórki nie powstydziłby się żaden z organizatorów finałowej rozgrywki Grand Prix.

- Co możesz powiedzieć o Edwardzie Jancarzu?

- Edwarda Jancarza poznałem w roku 1986, kiedy byłem w Gorzowie wspólnie z ojcem na pożegnalnym turnieju tego żużlowca. Miałem wtedy dziesięć lat. Mój tata Phil Crump miał okazję i przyjemność jechać wspólnie z Edwardem Jancarzem w jego ostatnim, pożegnalnym i zwycięskim wyścigu (wspólnie z Shawnem Moranem i Wojciechem Żabiałowiczem - dop. M.W.). Dzisiaj wiem, że Jancarz to legenda nie tylko gorzowskiego, ale polskiego i światowego speedwaya.

- Jeśli będzie dane tobie wystąpić w kolejnym memoriale, to będziesz miał okazję, jako jedyny zawodnik zwyciężyć w turnieju po raz trzeci z rzędu. Czy przyjmiesz zaproszenie do występu w XI Memoriale Edwarda Jancarza?

- Oczywiście, że tak. Będę chciał wystąpić z numerem 1, bo przynosi mi szczęście. W poprzednim memoriale też miałem jedynkę.

- Dziękuję za rozmowę i do zobaczenia na następnym memoriale.

MIROSŁAW WIECZORKIEWICZ

Dowiedz się więcej na temat: Gorzów | kibice

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje