Colts - Seahawks w Super Bowl? Będzie trudno, ale..

...nie wycofuję się z przedsezonowego typu. Wiem, że wybieram trudną (nierealną?) drogę i pora się zderzyć z rzeczywistością. Tym bardziej, że za nami ponad połowa sezonu regularnego.

Jeszcze trudniej będzie mi bronić ekipy z Indianapolis po ostatniej kolejce, w której podopieczni Tony'ego Dungy'ego przegrali 21-23 w San Diego, notując drugą porażkę z rzędu. Pokazali jednak wielki charakter - z masą kontuzjowanych zawodników zdołali podnieść się ze stanu 0-23 i tylko niecelny strzał Adama Vinatierego z 29 jardów pozbawił ich zwycięstwa.

Reklama

Wciąż wierzę, że Colts (bilans 7-2) są jedyną drużyną, która może stanąć na drodze Patriots (9-0). Bezpośrednie spotkanie pokazało, że Tom Brady i spółka, mimo znacznej przewagi jeśli chodzi o jakość zawodników (głównie w ataku), wygrali z praktycznie pozbawionymi wide receiverów Colts w meczu, w którym o wyniku decydowały pojedyncze akcje. Goście byli lepsi, to fakt, ale jestem pewny, że gdyby Brady nie miał swojego "ulubionego" odbierającego (czytaj: Randy'ego Mossa), to nie odwróciłby losów pojedynku. Dlaczego o tym piszę? Bo Peyton Manning był bez Marvina Harrisona, a na dodatek na początku kontuzji doznał Anthony Gonzalez.

Wiem, że finał AFC odbędzie się na przedmieściach Bostonu i Pats będą faworytem. To jest paradoksalnie przewaga zespołu z Indianapolis, którego obrona wie jak wygrać z New England, natomiast Manning nie odpuści i udowodni, że jest najlepszym quarterbackiem w lidze.

Nikt o nich nie mówi...

Chodzi o Seahawks z jednym z najbardziej niedocenianych według mnie quarterbacków, Mattem Hasselbeckiem. Nic dziwnego, bo bilans 5-4 jest poniżej oczekiwań. Mike Holmgren nie przejmuje się ciszą medialną - on się z niej cieszy. Dwa sezony temu stawiało na nich niewielu i zagrali o tytuł, przegrywając mentalnie, bo na boisku byli lepsi od Steelers.

W poprzednich rozgrywkach po dogrywce ulegli Bears i jestem przekonany, że sprawiliby Colts więcej problemów niż drużyna z Chicago. Teraz zmagają się z kontuzjami w ataku, ale w defensywie grają dobrze, o czym najlepiej świadczą tylko 142 stracone punkty w dziewięciu spotkaniach. Lepszy w tym względzie jest tylko Pittsburgh (126).

Pokonanie 24-0 słabych San Francisco 49ers nie jest wprawdzie powodem do dumy, ale jest już nim sposób, w jaki w III kwarcie przy 4&1 Kevin Bentley oraz Lofa Tatupu zatrzymali Franka Gore'a dwa jardy przed strefą punktową. Seahawks mają najwięcej playmakerów w obronie, a to się w playoffs liczy najbardziej.

Colts - Seahawks w Super Bowl? Wciąż wierzę.

P.S. Zwycięstwo Seattle nad San Francisco było piątym w 38-letniej historii Monday Night Football meczem zespołu z Seattle bez straty punktów. To swoisty rekord ligi.

Dowiedz się więcej na temat: Super Bowl

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje