"Było nas stać na finał"

Dariusz Kuć (AZS AWF Kraków) był jedynym zawodnikiem ze sztafety 4x100 m, który mimo przeżywania niepowodzenia (zespół zakończył olimpijski start na pierwszej zmianie) rozmawiał z dziennikarzami po nieudanym biegu.

Sprinter AZS AWF Kraków mocno wierzył, że wraz z kolegami wystąpi w finale. Niestety, karta odwróciła się już na samym początku.

Reklama

"Było nas stać na finał, a tam wszystko jest możliwe. Jedni mogą zgubić pałeczkę, inni przekroczyć strefę zmian, a nas pech omija i lądujemy na podium. Zakładałem też, że może być odwrotnie, ale te myśli oddalałem od siebie. Byłem nastawiony pozytywnie. Stało się jednak to, czego najbardziej się obawiałem. Karta odwróciła się za wcześnie, już na samym początku" - powiedział urodzony w Krakowie 22-letni Dariusz Kuć, wicemistrz Europy w biegu 4x100 m w 2006 roku w Goeteborgu.

Z członków polskiej sztafety w Pekinie był najmłodszy - Marcin Nowak (AZS AWF Kraków) ze Stalowej Woli skończył 2 sierpnia 31 lat, Łukasz Chyła (SKLA Sopot) z Kościerzyny ma 27 lat, a Marcin Jędrusiński z Wrocławia (Śląsk) 27. urodziny obchodzić będzie pod koniec września. I właśnie ich wiek spotęgował rozpacz po nieudanym biegu. Kiedy olimpijski ogień przeniesie się z Pekinu do Londynu będą starsi o cztery lata. Igrzyska mogą wówczas oglądać już w telewizji.

"Najlepszy wiek dla sprintera to 23-26 lat, dlatego współczuję kolegom, podzielam ich rozpacz" - wspomniał wychowanek Piotra Bory, który śmiało może układać sobie plany "pod Londyn". Gdy w wieku 20 lat przebiegł 100 m w 10,17 i w mistrzostwach Europy w Goeteborgu (2006) zajął szóste miejsce, mówiono o nim "następca" najszybszego Polaka - Mariana Woronina, który w 1984 roku, na stadionie warszawskiej Skry, uzyskał 10,00 (dokładnie 9,992). Jednak rozwój kariery Kucia trochę przyhamował się. "Mam nadzieję, że chwilowo" - dodał student krakowskiej AWF.

Jego idolem jest Amerykanin Maurice Greene, mistrz olimpijski z Sydney (2000), trzykrotny mistrz świata (1997, 1999, 2001). Dariusz Kuć przyznał, że gdyby w Pekinie obstawiał wyniki finałów stu i dwustu metrów - byłby przegranym. Natomiast nie pomyliłby się w narodowościach. W obu przypadkach widział tylko sprinterów z Jamajki na najwyższym stopniu podium.

"Sądziłem, że na sto metrów zwycięży były rekordzista świata Asafa Powell, a na dwieście obecny rekordzista Usain Bolt. Jednak to, czego dokonał na bieżni Stadionu Narodowego w Pekinie, przeszło moje oczekiwania" - powiedział krakowianin. Jak podkreślił, Bolt ma rzadko spotykane warunki fizyczne wśród sprinterów - 193 cm wzrostu przy wadze 76 kg.

Urodzony 21 sierpnia 1986 roku w Trelawny jamajski lekkoatleta sprawił sobie niebywały prezent. 16 sierpnia ustanowił rekord świata na 100 m (9,69), poprawiając swój dotychczasowy najlepszy rezultat (9,72 s). W biegu tym, rozegranym w bezwietrznych warunkach, zwolnił na ostatnich kilkunastu metrach i podniósł w geście zwycięstwa ręce. Cztery dni później zdobył drugie olimpijskie złoto, także z rekordem świata. Na 200 m osiągnął czas 19,30 przy przeciwnym wietrze - 0,9 m/s. Trzeci złoty medal wywalczył w sztafecie 4x100 m. Wraz z kolegami (Mike Fratter, Nesta Carter i Asafa Powell) ustanowił rekord świata - 37,10.

Dariusz Kuć interesuje się motoryzacją i grami komputerowymi. Marzy, by w przyszłości stać go było na samochód Aston Martin DB 9. "To taki, którym poruszał się James Bond" - wyjaśnił.

Kariera mistrza Polski nie zaczęła się od sprintu, lecz od skoku w dal. "Będąc w szkole podstawowej wygrałem gminne zawody. Po tym sukcesie mój nauczyciel wychowania fizycznego zaprowadził mnie do pana Bory. Gdy w 2001 roku w Małym Memoriale Janusza Kusocińskiego, nieoficjalnych mistrzostwach Polski młodzików zwyciężyłem na 100 m, trener stwierdził, że powinienem zająć się sprintem. No i zająłem się. To była dobra decyzja" - wspominał Kuć.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: olimpijski | Dariusz Kuć | AWF Kraków | finał | AWF | AZS AWF Kraków

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje