Boruc: Spieprzyliśmy ten mundial

"Zagramy o smutne dotąd twarze polskich kibiców, żeby wreszcie się uśmiechnęły" - zapowiada przed spotkaniem z Kostaryką Artur Boruc.

Dzisiejszym meczem w Hanowerze, Polacy zakończą udział na tegorocznych mistrzostwach świata.

Reklama

Czy przełknął już Pan gorycz porażki? Czy pogodził się Pan z odpadnięciem z mundialu?

- Nie. To pozostanie we mnie dosyć długo. Nie sądzę, byśmy wszyscy szybko o tym zapomnieli.

Jest Pan jednym z nielicznych zawodników, który miał odwagę przyznać w męskich słowach, że start reprezentacji Polski na mistrzostwach świata był fatalny. Pana koledzy podchodzą do tego bez wielkich emocji. Może się z Panem nie zgadzają?

- Każdy ma prawo do własnej opinii. Ja uważam, że spieprzyliśmy ten mundial. Polska reprezentacja rzadko ma okazję brać udział w takiej imprezie i tak naprawdę? szkoda. Wielka szkoda. Mieliśmy wielką okazję, bo takie zespoły jak Ekwador, Kostaryka, nawet co pokazaliśmy - Niemcy, były do przejścia. Jest mi bardzo przykro, że nie wykorzystaliśmy tej ogromnej okazji.

Mówi Pan najodważniej z całej drużyny.

- Mówię to, co myślę i może się to komuś podobać lub nie. Jak się komuś nie podoba, to może spokojnie przyjść i porozmawiać o tym ze mną. Żaden problem.

Koledzy z drużyny przychodzą?

- Na razie nie.

A może powinniście wcześniej "dać sobie po razie", żeby wszystko wyjaśnić?

- Może to był problem, że nie daliśmy sobie po razie w przerwie meczu z Ekwadorem? To był nasz błąd.

Pana koledzy z reprezentacji szukają usprawiedliwień dla występu na mundialu. Mówią: "przecież walczyliśmy, przecież graliśmy dobrze przez 20 minut". Brzmi to trochę bez sensu.

- Dla mnie też bez sensu. To jest śmieszne i takie typowo polskie. Walczyliśmy z Niemcami? My przez całe życie z nimi walczymy. Były trzy rozbiory i dwie wojny światowe. Jak długo będziemy obnosić się z tym po Europie? Liczy się nasz wkład w historię? Przed meczem z Ekwadorem powiedziałem do Michała Żewłakowa: "Michał, stwórzmy w takim układzie nową historię". Bardzo żałuję, że nam nie wyszło.

Zagra Pan z Kostaryką czy raczej usiądzie na ławce?

- To zależy tylko i wyłącznie od trenera Janasa. Jeśli usiądę na ławce, nie będę z nim polemizował. Takie jest życie, taki jest sport. Różnie bywa.

Co może Pan powiedzieć o zespole Kostaryki?

- Tak naprawdę ich siła polega na tym co u nas, czyli są groźni, kiedy stanowią kolektyw. Nie mają indywidualności poza Wanchopem, który strzelił dwa gole Niemcom. On jest takim piłkarzem, że zawsze może zrobić coś z piłką.

Czy przed ostatnim Waszym spotkaniem mobilizujecie się tak jak na Ekwador czy tak jak na Niemcy?

- Zmobilizujemy się tak jak na Kostarykę.

Jak Pan sobie wyobraża ten mecz?

- Że strzelimy bramki i wygramy. Wynik pójdzie w świat i tak naprawdę styl się nie liczy. Kto będzie pamiętał, że zagraliśmy dobrze z Niemcami, skoro wynik był 0-1?

Jednak presja przed meczem jest chyba mniejsza, niż przed poprzednimi?

- Myślę, że tak naprawdę jest ona większa. Każdy liczy, że w końcu wygramy, że wreszcie będziemy dobrze wyglądać.

Jakie to uczucie - zagrać o uniknięcie ostatniego miejsca w grupie A?

- Tak, teraz bierze górę polska mentalność. A może zagrajmy o to, kto jest lepszy?

Czy nie jest denerwujące, że to Kostaryka zweryfikuje możliwości Polaków?

- Nasze możliwości zostały zweryfikowane w meczach z Ekwadorem i Niemcami. Te drużyny już nas oceniły. Jeśli nie potrafimy wygrać z takim Ekwadorem, to znaczy że z każdym mamy problem. Chcę powiedzieć, że zagramy o te smutne dotąd twarze polskich kibiców. Żeby wreszcie się uśmiechnęły po tych dwóch dramatach.

Czy spodziewa się Pan nowego trenera w eliminacjach do ME?

- Nie rozumiem. Dlaczego?

Paweł Janas może zostać zdymisjonowany.

- On ciągle jest trenerem. Naprawdę dużo osiągnął z tym zespołem i cieszmy się z tego. Mam nadzieję, że będziemy się cieszyć także z awansu do mistrzostw Europy i to pod wodzą trenera Janasa. Ja jestem zadowolony ze współpracy z trenerem Janasem i mam nadzieję, że tak zostanie.

Czy jest Pan w stanie nawet kosztem urlopu zagrać w meczu Legia - Celtic?

- Tak, jak najbardziej. Chcę zagrać na Łazienkowskiej. Chcę cieszyć się z kibicami Legii. Poproszę żonę, żeby mnie puściła na ten mecz.

A na mecz Wisła - Celtic też Pan przyjedzie?

- To już niekoniecznie.

Pan zanotował niezły występ na mundialu. Pojawiły się może jakieś nowe oferty?

- Nie myślę o tym, bo jest mi dobrze w Celtiku. Przez rok gry w tym klubie stałem się lepszym zawodnikiem. Jestem bardziej pewny siebie.

Czyli nie dostał Pan żadnej oferty?

- Pomidor.

Dlaczego nie ogląda Pan innych meczów na mistrzostwach świata?

- Jestem po prostu zmęczony piłką. Treningi, mecze, treningi, mecze? Do tego oglądamy naszych rywali na wideo. Jest tego naprawdę sporo.

Andrzej Łukaszewicz, Barsinghausen.

mundial2006.blog.interia.pl

Zobacz wyniki i tabele wszystkich grup

Zobacz galerie zdjęć z mundialu

Dowiedz się więcej na temat: mecz | problem | Boruc | Mundial 2014

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje