"Boruc powinien wylecieć!"

Celtic Glasgow pokonał w sobotę St. Mirren 3:1, a do bramki ekipy Gordona Strachana wrócił Artur Boruc. To jednak o nim mówi się najwięcej w brytyjskich mediach, a to z powodu pewnego incydentu w trakcie spotkania.

W 15. minucie meczu polski bramkarz, powracający po zabiegu kolana do bramki Celtiku, został ukarany żółtą kartką. Boruc nieprzepisowo powstrzymywał poza polem karnym Craiga Dargo, a liczni obserwatorzy meczu twierdzili, że za to zagranie zasługiwał nawet na czerwoną kartkę. Takiego też zdania jest menedżer St. Mirren, Gus MacPherson.

Reklama

- Jeśli obrońca, czy inny piłkarz z pola dopuszcza się tak brutalnego przewinienia to reakcja arbitra może być tylko jedna - czerwona kartka - uważa MacPherson - To, że w tym wypadku mamy do czynienia z bramkarzem, nie powinno stwarzać różnicy. Artur Boruc chciał tylko i wyłącznie zatrzymać naszego piłkarza i to było jego intencją.

Tymczasem menedżer Celtiku, Gordon Strachan broni swojego podopiecznego i twierdzi, że sędzia postąpił słusznie, pokazując Polakowi żółtą kartką.

ASInfo/INTERIA.PL
Dowiedz się więcej na temat: Celtic Glasgow | Artur Boruc | bramki | Boruc

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje