Boks zawodowy: Dariusz Michalczewski po raz 18. obronił tytuł mistrza świata

Na ringu w Essen Polak z niemieckim paszportem, Dariusz Michalczewski po raz 18. bronił tytułu mistrza świata wersji WBO w wadze półciężkiej, który to tytuł zdobył w 1994 roku. Jego rywalem był Amerykanin Ka-Dy King. Dotrwał on do początku siódmego starcia, gdy po znakomitym ataku Michalczewski przed czasem rozstrzygnął walkę na swoją korzyść.

Dla Michalczewskiego był to 43. pojedynek na zawodowym ringu. Wcześniej "Tiger" Michalczewski wygrał wszystkie 42 walki, w tym 35 przed czasem. Dla Amerykanina Kinga był to 28 zawodowy występ. Wcześniej wygrał w 24 walkach, w tym 16 razy przed czasem. King nie ukrywał, że chciał sprawić w Essen niespodziankę i zdetronizować Michalczewskiego, który mimo problemów osobistych (rozdmuchane przez prasę bulwarową kłopoty z prostytutkami i narkotykami), ciężko trenował przed tym pojedynkiem. W początkowej fazie przygotowań pojawił się nawet wątek polski. "Tiger" biegał po górach w Zakopanem i okolicach. Później wiele tygodni ciężko trenował w Niemczech.

Reklama

Najbardziej zależało "Tigerowi" na tym, by pokazać swoim dwóm synom, że jest w świetnej formie i bezdyskusyjnie dzierży tytuł. Poza tym za walkę miał "skasować" dwa miliony marek. Konfrontację prowadził Amerykanin Genaro Rodriguez.

W pierwszej, bardzo wyrównanej rundzie "Tiger" wysoko trzymał gardę i próbował trafić rywala lewą ręką. Amerykanin rewanżował się pojedynczymi prostymi z obu rąk. W kolejnym starciu Michalczewski po jednym z lewych prostych uzyskał wyraźna przewagę.

W trzeciej rundzie Michalczewskiemu pękł prawy łuk brwiowy. Rywal coraz śmielej boksował w półdystansie. Starcie zakończył "Tiger" lewym prostym, który wyraźnie ostudził zapał Kinga. W czwartej rundzie "Tiger" ponowił skuteczny atak już na początku starcia. Zaatakował dwoma lewymi prostymi i dwoma prawymi sierpowymi. Rywal wyraźnie to odczuł. Tym bardziej że Michalczewski nie ustępował i jeszcze raz bardzo skutecznie trafił Kinga lewym prostym.

W piątej rundzie "Tiger" konsekwentnie punktował rywala, który był coraz bardziej bezradny wobec uderzeń Michalczewskiego.

W następnej "Tiger" już wyraźnie zaatakował i mimo że sam zainkasował kilka pojedynczych ciosów, to seriami uderzeń wyraźnie osłabił rywala, którego uratował gong na przerwę. Wyrok odłożono do nastpnej rundy. Już na początku siódmego starcia Michalczewski błyskawicznie zaatakował Kinga. Zepchnął go na liny i tam bezkarnie uderzał aż sędzia Rodriguez przerwał nierówny w tym momencie pojedynek. Tym samym "Tiger" mógł świętować 43. zwycięstwo w zawodowej karierze.

Dowiedz się więcej na temat: pojedynek | essen | starcia | boks | dariusz michalczewski

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje