Bez Iversona - bez gry!

Bez Allena Iversona, który z reguły skutecznie kieruje grą 76ers ekipa ta nie dała rady Wizards. Tym razem Michael Jordan dostał w drugiej połowie meczu wsparcie od Richarda Hamiltona i to wystarczyło, by pokonać finalistów poprzedniego sezonu.

Dla koszykarzy Philadelphia, jak na razie, to najgorszy start w sezonie od czterech lat. Trzy porażki z rzędu i ogromna świadomość, że bez Allena Iversona ten zespół po prostu nie funkcjonuje.

Reklama

Dla Wizards z kolei, którzy jeszcze na początku trzeciej kwarty przegrywali 13 punktami, było to inauguracyjne zwycięstwo we własnej hali, w której zasiadło przeszło 20 tysięcy widzów, by oklaskiwać akcje Michaela Jordana i jego partnerów.

Jordan grał przez 38 minut, zdobył 20 punktów, miał dziewięć asyst, sześć zbiórek, dwa przechwyty i dwie straty. 20 tysięcy kibiców, którzy do ostatniego miejsca wypełnili halę MCI Center skandowało przez cały mecz "Mamy Jordana, mamy Jordana!".

Jordan grał jednak nierówno, a sporo kłopotów sprawiał mu w obronie Matt Harpring. Najlepszym koszykarzem zespołu Wizards, dla którego była to druga wygrana w sezonie, był Richard Himilton.

Hamilton grał 39 minut, zdobył 29 punktów, trafiając 11 z 18 rzutów z gry i siedem z ośmiu rzutów wolnych. Hamilton rzucił w drugiej połowie 21 punktów, z czego 15 punktów w trzeciej kwarcie, czym przyćmił osiągnięcia Jordana. W tej kwarcie koszykarze Wizards zdeklasowali rywali wygrywając 29:13.

Była to trzecia porażka graczy Sixers, którzy tak złego początku rozgrywek nie mieli od czterech lat. W zespole wicemistrza NBA nie zagrali lider Allen Iverson oraz Eric Snow i Aaron McKie, którzy poddawani są intensywnej pooperacyjnej rehabilitacji.

W takiej sytuacji kadrowej najskuteczniejszym strzelcem zespołu 76ers był debiutant Speedy Claxton, który zdobył 22 punkty. Środkowy Sixers, Dikembe Mutombo, zapisał na swoje konto 15 zbiórek i 10 punktów, a Derick Coleman 10 zbiórek i 9 punktów.

W Chicago, była drużyna Jordana, Bulls, zanotowała pierwszą wygraną w sezonie. Młody zespół "Byków" pokonał faworyzowanych koszykarzy New York Knicks 84:79. Greg Anthony i Ron Mercer byli najskuteczniejszymi zawodnikami gospodarzy - rzucili po 17 punktów. Anthony, który przez cztery sezony występował w Knicks, trafił ważnego kosza, zza linii 7,24 cm, na minutę i 40 sekund przed końcem spotkania, wyprowadzając zespół Bulls na prowadzenie 79:76.

Latrell Sprewell był najskuteczniejszym zawodnikiem nowojorczyków - zdobył 17 punktów, ale cała drużyna miała bardzo słaby procent rzutów z gry - tylko 35.

W Los Angeles Clippers musieli uznać, po dogrywce, wyższość koszykarzy Golden State Warriors. Do wygranej 110:108 poprowadził zespół przyjezdnych Larry Hughes, który w dodatkowym czasie gry zdobył siedem punktów (w całym meczu 15), trafiając dwa rzuty wolne na 2,1 sekundy przed końcem dogrywki.

Była to pierwsza wygrana "Wojowników" od 15 spotkań, wliczając mecze z końca ubiegłego sezonu. Najwięcej punktów dla Clippers zdobył pozyskany z Chicago Bulls Elton Brand 19, który miał także 11 zbiórek. Najlepszym koszykarzem Warriors był Antawn Jamison - 29 punktów i 19 zbiórek.

W Cleveland miejscowi "Kawalerzyści" zostali zdeklasowani przez zespół Orlando Magic, 69:99. Tracy McGrady, który zagrał tylko w trzech kwartach, zapisał na swoje konto 22 punkty, 10 zbiórek, 7 asyst.

Koszykarze z Cleveland mieli zaledwie 25,3 procentową skuteczność rzutów z gry, trzecią najniższa skuteczność w historii rozgrywek ligi NBA. Najwięcej punktów dla pokonanych rzucił Andre Miller -

20, z czego 14 z rzutów wolnych.

Zobacz wyniki meczów i zdobywców punktów z 3 listopada

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: NBA | Jordan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje