"Beenhakker gra nam na nosie"

Związkowi działacze wezwali Leo Beenhakkera na dywanik, ale selekcjoner kadry nie pojawił się na dzisiejszym posiedzeniu władz PZPN. - Skoro tak, to my już w ogóle nie mamy o czym rozmawiać! - powiedział "Przeglądowi Sportowemu" członek zarządu Zbigniew Lach. Tymczasem Holendra usprawiedliwił sam prezes Grzegorz Lato.

Kilkanaście minut po 11.00 rozpoczęło się w Warszawie posiedzenie zarządu Polskiego Związku Piłki Nożnej. Na obradach nie stawił się selekcjoner reprezentacji Leo Beenhakker, który miał omówić sytuację drużyny w eliminacjach mistrzostw świata.

Reklama

- Trener Beenhakker pojawi się na kolejnym posiedzeniu zarządu - za około dwa tygodnie. Selekcjoner już wcześniej miał zaplanowane spotkanie z trenerami w Anglii (Guusem Hiddinkiem z Chelsea Londyn i Arsenem Wengerem z Arsenalu Londyn - przyp. PAP). Nie pytałem na jaki temat będą rozmawiać - wyjaśnił prezes PZPN Grzegorz Lato.

- Nie róbmy sensacji z tej sytuacji - następne mecze o punkty reprezentacja będzie rozgrywać dopiero na jesieni - dodał Lato.

Mocno rozczarowani brakiem selekcjonera byli jednak członkowie zarządu. Zaproszenie na środowe posiedzenie otrzymał bowiem jeszcze w marcu.

- Pan Beenhkaker grał i gra na nosie pracodawcy, jakim jest zarząd PZPN. Jeśli pracodawca prosi pracownika, to ten powinien przyjść. Nie wiem, czy chce sprowokować nas do dymisji i płacenia odszkodowania, czy nie. Jestem rozczarowany i zniesmaczony, że trener tak się zachował. Chciałbym, żeby przedstawił tok przygotowań na najbliższe miesiące, bowiem czarno widzę nasze szanse w eliminacjach - ocenił Zbigniew Lach.

- Po wygranym meczu z San Marino 10:0 wszyscy boją się podjąć jakąś radykalną decyzję. Trzeba więc czekać do kolejnego nieudanego spotkania - dodał członek zarządu.

Sprawozdanie Beenhakkera miało być głównym punktem posiedzenia władz PZPN. W środę omawiana będzie natomiast procedura przekazywania środków pieniężnych klubom za wyszkolenie. W myśl przepisów FIFA drużyny muszą otrzymywać ekwiwalent przy transferach graczy.

- Stoję na stanowisku, że pieniądze należą się zespołom, które wychowują młodych piłkarzy. Obecnie jeśli wpłyną do PZPN, to pozostają w kasie związku - to wynik nieścisłości w przepisach. Drużyna sprzedająca gracza może wybrać, czy przekaże je bezpośrednio klubowi, którego gracz jest wychowankiem, czy też do centrali. Nie dopuszczam myśli, by zarząd nie przychylił się do moich wniosków - podkreślił Jacek Masiota z Lecha Poznań.

Niewykluczone, że członkowie zarządu będą omawiać proponowaną przez prezesa Latę uchwałę abolicyjną dla klubów zamieszanych w aferę korupcyjną.

- Nie ma takiego punktu w programie. Może się oczywiście pojawić w sprawach różnych. Projektu prezesa Laty nie znam, więc nie wiem jak głęboko będzie sięgał - wyjaśnił szef rady nadzorczej Ekstraklasy SA Masiota.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: PZPN | zbigniew | posiedzenie | Grzegorz Lato | selekcjoner | lato | beenhakker

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje