Bears zaskoczeni przez Dophins

Już tylko Colts nie zaznali goryczy porażki w tym sezonie NFL, choć przed dziewiątą kolejką wydawało się, że jedyną ekipą z kompletem zwycięstw mogą pozostać Bears.

W niedzielę w Chicago doszło jednak do największej - jak do tej pory - sensacji w tym sezonie. Gospodarze ulegli słabiutkim "Delfinom" 13-31.

Reklama

Porażka Bears nas jednak nie zdziwi, gdy weźmiemy pod uwagę aż sześć strat rywali, z czego cztery były "zasługą" Rexa Grossmana. Trzy podania quarterbacka drużyny z "Wietrznego Miasta" zostały przechwycone przez graczy rywali (jeden zamieniony od razu na touchdown po szarży powrotnej Jasona Taylora ), a w jedynym wypadku zgubił piłkę.

Łącznie goście, dla których Ronnie Brown "wybiegał" 157 jardów, zamienili błędy Bears na 28 punktów. - Wielu ludzi w tym kraju i w tym pomieszczeniu nie dawało nam żadnych szans - zwrócił się do mediów wspomniany Taylor. - Miło jest słyszeć od nich, że przyznają, iż się mylili.

Większość fachowców spodziewała się, że w niedzielę miano jedynej niepokonanej drużyny stracą raczej Colts. Jednak drużyna z Indianapolis potrafiła zmusić Toma Brady'ego do aż czterech błędów ("interception"), a Peyton Manning skwapliwie to wykorzystał, podając na 326 jardów i dwa przyłożenia. Przy obu przynoszących po sześć punktów akcjach piłka lądowała w rękach Marvina Harrisona, który zanotował osiem odbiorów na 145 jardów.

Cała Ameryka znów więc zastanawiać się będzie, kto i kiedy przerwie zwycięską serię zespołu z Indianapolis (w ubiegłym sezonie passa trwała 13 meczów). Właśnie dlatego szkoleniowiec Colts Tony Dungy nie był zadowolony z porażki Bears, co żartobliwie wytknął trenerowi ekipy z Chicago Lovie'emu Smithowi. - Lovie mnie zawiódł - stwierdził Dungy. - Miałem nadzieję, że wygrają i cała uwaga skupi się na nich.

Niesamowitą końcówkę oglądali kibice w Waszyngtonie. Gracz Redskins Troy Vincent zablokował strzał z 35 jardów Mike'a Vanderjagta, a w ostatniej akcji Nick Novak kopnął celnie z 47 jardów, dając zespołowi ze stolicy zwycięstwo nad Dallas Cowboys 22-19 w meczu rywali z NFC East.

W Detroit miejscowi Lions pokonali Atlanta Falcons 30-14. Gospodarzy do wygranej poprowadzili Jon Kitna (podał na 321 jardów i jedno przyłożenie) oraz Kevin Jones, który "wybiegał" 110 jardów i dwa touchdowny.

Potknięcie Falcons wykorzystali New Orleans Saints, wygrywając z Tampa Bay Buccaneers 31-14 i wracając na pozycję lidera NFC South.

Fatalna staje się natomiast sytuacja Steelers. Obrońcy tytułu z Pittsburgha (bilans 2-6) przegrali u siebie z Broncos 20-31 i jeszcze bardziej ograniczyli swoją szansę na awans do playoffs. Zespół z Denver (6-2) zrewanżował się natomiast za porażkę w ostatnim im finale AFC.

W poniedziałek dziewiątą serię spotkań zakończy starcie w Oakland pomiędzy Raiders (szansa na trzecie kolejne zwycięstwo) a Seahawks, którzy będą się bronić przed trzecią porażką z rzędu. Na szczęście dla teamu z Seattle ich najgroźniejszy rywal w NFC West - St. Louis Rams - poniósł "domową porażkę" z Kansas City Chiefs 17-31. Bohaterem meczu był quarterback gośći Damon Huard, który podał na trzy przyłożenia.

Zobacz WYNIKI niedzielnych meczów dziewiątej kolejki

Dowiedz się więcej na temat: zaskoczenie | NFL | Chicago

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje