Barca kontra Real 3-2, ale wszyscy szczęśliwi

Niezwykły czas nastał w klubowej piłce. Kibice Barcelony i Realu są szczęśliwi jednocześnie. Czołową piątkę plebiscytu FIFA wzięli w komplecie: trzech graczy Barcelony (Messi, Xavi, Iniesta), dwóch Realu Madryt (Ronaldo i Kaka). Na deser Iker Casillas został jeszcze bramkarzem roku.

Kiedy piłkarze z Katalonii oddawali hołd "La Masia", każda z gwiazd Królewskich skomentowała wyniki na swój sposób. Czwarty na liście Kaka zwyczajowo nie silił się na oryginalność. Powiedział, że Barcelona jest w tej chwili wzorem i najlepszą drużyną świata. Ronaldo, który przegrał tylko z Messim rzucił: "Nie mamy im czego zazdrościć, w 2010 możemy osiągnąć to samo". Miał rację, ale i nie miał racji: sześciu trofeów Real już nie zdobędzie, bo przegrał z Alcorcon w Pucharze Króla.

Reklama

Jak bardzo jednak nastrój w Madrycie zmienił się od upokarzającej porażki z trzecioligowcem. Przez Portugalczyka nie przemawiała wyłącznie buta, czy niezaspokojona chęć rewanżu. Dziś widać już realne podstawy do debaty o przyszłych sukcesach. Jesienią drużyna Kaki, Ronaldo, Alonso i Benzemy rozkręcała się powoli, ale nawet na moment nie straciła kontaktu z Barceloną. Choć zespół Guardioli nie znalazł pogromcy w Primera Division, ale wystarczy czwarty remis, choćby już na powitanie nowego roku z Villarreal, by Królewscy znów wydarli mu pozycję lidera.

Kibice Barcelony nie mogą nawet marzyć o powtórce z ubiegłego sezonu. Wtedy przed Świętami, po triumfie w Gran Derbi piłkarze Guardioli wyprzedzali Real o 12 pkt. Niedawno znów wygrali bezpośredni mecz na Camp Nou, ale ich przewaga jest minimalna (2 pkt). Jeszcze kilka tygodni temu kreowany na organizatora gry Królewskich Kaka wyznał, że on i koledzy nie czują się razem szczęśliwi na boisku. Wszystko szło jak po grudzie, Manuel Pellegrini dość długo poszukiwał stylu, ale co znaczy te marne kilka miesięcy dla drużyny, której przeciętna wieku wynosi 24 lata?

Już w tej chwili, nawet bez kontuzjowanego Kaki, dokonania zespołu ocierają się o klubowe rekordy. Real zdobył 40 goli w 15 meczach, o cztery więcej niż Barcelona i gdyby utrzymał średnią, na koniec sezonu przekroczyłby granicę 100 bramek. W Madrycie są jednak pewni, że jeśli kontuzje nie będą już przeszkadzały Cristiano Ronaldo, zespół może poprawić dokonanie ekipy Johna Toshacka, która w sezonie 1989-90 uzbierała 107 bramek (po 15 kolejkach miał ich 43). Emblemat tamtej drużyny Emilio Butragueno przypomina jednak, że w ubiegłym sezonie demolująca lokalnych rywali Barca zasadzała się na najlepszy strzelecki wynik w historii ligi, ale zatrzymała się na 105 bramkach.

Dziennikarze "Marki" policzyli, że w 2009 roku, tak fenomenalnym dla Katalończyków, Real zdobył od nich w Primera Division więcej punktów (86:85). Jest to zestawienie dość sztuczne, bo jednak mistrzostwo pewnie wzięli gracze Guardioli wygrywając z przytupem oba bezpośrednie mecze. Jeszcze raz pokazuje jednak jak mocno Królewscy depczą po piętach zjawiskowej drużynie.

Rekordom Pepa Guardioli dajmy spokój. Trzeba dystansu, by przemówiły z całą mocą. Zastanawiające jest raczej: jakie szanse ma odwieczny rywal Barcelony, by 2010 rok był dla niego zadośćuczynieniem za cierpienia w ostatnim czasie.

Zostawiając na boku wyświechtane stwierdzenie, że łatwiej się na szczyt wdrapać, niż na nim wytrwać, wydaje się, że Real może grać już tylko lepiej. Barca będzie raczej szukać powrotu do szczytowej formy, którą jesienią prezentowała okazjonalnie. Butragueno podkreśla, że Ronaldo i spółkę charakteryzuje niespotykana wręcz efektywność. Są jak bokser kategorii najcięższej, który, gdy tylko znajdzie się w opałach, nokautuje rywala jedną serią. Katalończycy mają z tym kłopot. Muszą górować, dominować niemal bez przerwy, by zgarniać punkty i tytuły. Wyrobili jednak w sobie także podziwu godną regularność - odkąd Guardiola stoi na ich czele przegrywali wyłącznie pojedyncze mecze, nigdy wyżej niż jedną bramką.

Kto będzie mistrzem 2010? Zdania mogą być i są podzielone. 15 meczów jesieni potwierdziło tylko tezę, że będzie to wyścig dwójki. Giganci oderwali się już od Sevilli (choć odebrała punkty Realowi) i Valencii (choć odebrała punkty Barcelonie). Inni nie ośmielą się nawet patrzeć w tamtym kierunku. Dwie zwycięskie serie, motywujących się nawzajem gwiazdozbiorów mogą wymazać z tabel historyczne rekordy - na przykład 92 pkt zdobyte przez Real w 1997 roku (liga liczyła wtedy jednak 22 zespoły). Tak silna jak dziś Barcelona jeszcze nie była, tak silny jak dziś Real Madryt nie był już dawno.

Jeszcze większe emocje wywołuje Champions League. W fazie grupowej Real zdobył najwięcej goli, Barcelona najmniej straciła. Oba kluby traktują rozgrywki o tytuł najlepszej drużyny Europy absolutnie priorytetowo. Finał na Santiago Bernabeu jest niezwykłym marzeniem dla jednych i drugich. Zatriumfować u siebie w domu to tak samo kapitalna sprawa, jak zatriumfować w domu największego rywala.

DYSKUTUJ Z DARKIEM WOŁOWSKIM NA JEGO BLOGU

CZYTAJ TAKŻE:

Co widzi w lustrze Leo Messi?

Lionel Messi Piłkarzem Roku FIFA

Dowiedz się więcej na temat: Madryt | kibice | FIFA | kaka | FC Barcelona | Cristiano Ronaldo | szczęśliwi | Real

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama