Bąk: Wisła miała farta

Nie ustają echa niedzielnego meczu Wisły Kraków z Amiką Wronki, przegranego przez gości w ostatnich minutach spotkania. Wronczanie stracili bramki w 88. oraz 93. minucie i opuszczali Kraków ze łzami w oczach.

Po spotkaniu największe gromy spadły na głowę arbitra Krzysztofa Zdunka, na którym nie pozostawił suchej nitki trener Amiki Stefan Majewski.

Reklama

Piłkarze winą za porażkę obarczają głównie siebie, a zwłaszcza cofnięcie się do obrony po strzeleniu gola, który dał Amice prowadzenie.

- Nie wiem skąd się to bierze, ale jesteśmy nauczeni takiej gry, że prowadząc cofamy się. Zamiast zbliżać się do pola karnego przeciwnika, dobić rywala, my cofamy się na własną "16" i bronimy się - powiedział w rozmowie ze "Sportem" Arkadiusz Bąk.

Pomocnik również zwrócił uwagę, na faworyzujące "Białą Gwiazdę" sędziowanie pana Zdunka. - Wisła powinna otrzymać dwie czerwone kartki, ale gospodarzom przecież nie można było czegoś takiego zrobić - dodał Bąk.

- Wisła miała takiego farta, że wprost wierzyć się nie chce. Piłka tańczyła na naszym polu karnym, aż spadła pod nogi Frankowskiego. Tak samo szczęśliwie doszedł do strzału Kłos - stwierdził zawodnik z Wronek.

INTERIA.PL/Sport
Dowiedz się więcej na temat: Baku | Wisła

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje