Asy i Cieniasy piłkarskiej ekstraklasy

W ocenie 10. kolejki ekstraklasy piłkarskiej jak zwykle nie zabrakło miejsca dla nikogo, kto odegrał ważną rolę na boisku.

Są piłkarze, trener i sędzia, zatem główni aktorzy piłkarskich spektakli. Jedni wypadli lepiej, natomiast inni, będą chcieli o ostatniej kolejce jak najszybciej zapomnieć.

Reklama

ASY

1. Adam Bała (GKS Katowice)

Pomocnik GKS-u był bohaterem śląskich derbów. W spotkaniu z Górnikiem imponował pomysłowością rozgrywania akcji, stwarzając swoimi precyzyjnymi dośrodkowaniami największe zagrożenie pod bramką Bledzewskiego. Dwa z takich jego podań na bramki zamienili Gajtkowski i Bojarski.

2. Piotr Rocki (Odra Wodzisław)

Najlepszy na boisku w spotkaniu z Wisłą. Lider Odry po raz kolejny pokazał, że nie tylko potrafi świetnie odgrywać swoje scenki rodzajowe, ale również jest znakomitym piłkarzem. Asystował przy dwóch trafieniach wodzisławian (choć karnego na nim nie było, to jednak udało mu się nabrać arbitra Marczyka) i doskonale rozprowadzał akcje swoich kolegów z drużyny. Po jego zejściu na początku drugiej połowy Odra mało co nie straciła wydawało się pewnego zwycięstwa.

3. Stanko Svitlica (Legia Warszawa)

Serbski napastnik Legii udowodnił występem w Płocku, że znajduje się w znakomitej formie. Jest prawdziwym lisem pola karnego. Wie gdzie się ustawić i jak wyjść do podań Kiełbowicza czy Kucharskiego. Wystarczyły dwie minuty zaspania defensywy "nafciarzy", by Svitlica dwukrotnie skierował piłkę do siatki i odebrał ochotę do gry podopiecznym Mieczysława Broniszewskiego.

4. Marek Zieńczuk (Amica Wronki)

Lewy pomocnik Amiki stje się mimo młodego wieku prawdziwym przywódcą zespołu. Reprezentacyjny debiut podbudował go na tyle, że w spotkaniu z KSZO był nie do powstrzymania na swojej pozycji. Asystował przy dwóch bramkach, a jego akcje siały sporo zamętu wśród obrońców z Ostrowca. Trener Boniek nie musi się więc obawiać o pozycje lewego pomocnika, a Kamil Kosowski ma na ligowym podwórku nareszcie godnego konkurenta.

5. Ofensywa Szczakowianki

Piłkarze z Jaworzna urządzili sobie w spotkaniu z Ruchem prawdziwy festiwal strzelecki. Do bramki Matuszka celnie trafiał za każdym razem inny piłkarz Garbarni. Strzelić sześć bramek nawet osłabionemu rywalowi to rzadka sztuka i dlatego trzeba wyróżnić jej autorów.

CIENIASY

1. Marek Wleciałowski (Ruch Chorzów)

Doświadczony obrońca Ruchu Chorzów znacznie przyczynił się do kompromitującej porażki Ruchu z Garbarnią. Mając już na koncie żółtą kartkę Wleciałowski nie przestawał grać ostro. Po jednym z kolejnych fauli sędzia Piotr Kotos nie miał wyjścia i odesłał piłkarza do szatni. Pozbawiona lidera defensywa Ruchu straciła w 15 minut trzy bramki.

2. Marek Zając (Zagłębie Lubin)

Marek Zając podczas swojej piłkarskiej kariery niejednokrotnie pokazywał, że myślenie nie jest jego najmocniejszą stroną. W sobotnim meczu z Lechem w ostatniej minucie spotkania, pan Zając kolejny raz zapomniał użyć rozumu i w bardzo brutalny sposób sfaulował Łukasza Madeja. Młody piłkarz Lecha został odwieziony do szpitala i z pewnością nie prędko wróci na boisko. Ciekawe na ile meczy Wydział Dyscypliny PZPN zawiesi Marka Zająca?

3. Zbigniew Marczyk (Piła)

Miejsce zarezerwowane dla sędziów wśród cieniasów zajął w 10. kolejce Zbigniew Marczykm który prowadził mecz Odra-Wisła. Przy stanie 1:0 dla gospodarzy, boiskowy cwaniak Piotr Rocki, zabrał naiwnego arbitra na rzut karny. Powtórki w programie Liga+ Extra pokazały, że interweniujący w tej sytuacji Maciej Stolarczyk, trafił w piłkę i o karnym nie było mowy. Sędzia Marczyk chyba zapomniał, że Rocki to największy "kawalarz" ligi...

4. Waldemar Piątek (KSZO Ostrowiec)

Młody i utalentowany bramkarz KSZO puszcza coraz więcej goli. Nie tak dawno mówiono o jego reprezentacyjnych aspiracjach, a tymczasem Piątek w sobotę wpuścił 5 bramek. Owszem, jego obrońcy również się nie popisali, ale od bramkarza wymaga się właśnie tego, aby bronili właśnie wtedy gdy, zawodzą obrońcy. Piątek powinien bardziej przyłożyć się do treningów i poprawić koncentrację podczas meczu. Szkoda by było, aby kolejny talent się zmarnował.

5. Franciszek Smuda (Widzew Łódź)

Kiedy Franciszek Smuda prowadził Legię czy Wisłę mówiono, że były to tzw. "samograje", a prowadzić mógłby je każdy. Teraz w Widzewie nie ma wielkich piłkarzy i warsztat trenerski Smudy jakby trochę zawodził. Widzew przegrał na własnym stadionie z Groclinem, a po meczu trener łodzian stwierdził, że wpadki zdarzają się wszystkim. Dziwne, że tych wpadek jest tak wiele, ale Widzew gra coraz gorzej. Czy właściciele będą mieli aż tyle cierpliwości, aby czekać na lepszą grę?

Dowiedz się więcej na temat: kolejka | Odra | bramki | Widzew | sędzia | asy i cieniasy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje