Asy i Cieniasy 5. kolejki ekstraklasy

Precz z Cieniasami - dziś promujemy Asów. W piątej kolejce ekstraklasy nieudaczników w cień usunęli łowcy bramek. Tak pięknych goli jak w wykonaniu Gamli, Gancarczyka, czy Ławy dawno nie oglądaliśmy. Stadiony świata? Wcale nie. Takie bramki zobaczycie na naszych ligowych boiskach!

Plebiscyt na gola kolejki będzie w tym tygodniu niezmiernie ciekawy. Zdominują go z pewnością niebywałe trafienia wyżej wymienionych piłkarzy. Ale po kolei.

Reklama

Paweł Gamla nie był do tej pory specjalnie eksponowaną postacią Piasta. Na swoje pięć minut doczekał się właśnie teraz. W piątkowym meczu z Odrą najpierw zaliczył asystę przy bramce Sebastiana Olszara, a potem sam zdobył bramkę swojego życia. Wyprowadzał piłkę ze środka pola, ale zamiast podawać sam zdecydował się na strzał z ponad 30 metrów. Wyszła taka bomba, że Adam Stachowiak nawet nie drgnął, a kibice Piasta złapali się za głowy. Na pewno na długo zapamiętają to trafienie.

W Gdańsku kibiców Lechii uciszył Marek Gancarczyk. Pomocnik Śląska, atakując prawym skrzydłem, minął Arkadiusza Mysonę i zdecydował się na coś szalonego. Postanowił uderzać na bramkę. A że piłka nożna to gra, która czasem nagradza takie pomysły, Markowi wyszedł strzał nie z tej ziemi! Piłka poszybowała niczym UFO, a trajektoria jej lotu może być tajemnicą dla najwybitniejszych specjalistów z NASA. "Jak to wpadło?" - zastanawiał się powalony na kolana bramkarz gdańszczan Mateusz Bąk. Na to pytanie nie odpowie mu z pewnością nawet sam strzelec gola. "Najpierw chciałem dośrodkowywać, ale gdy minąłem Mysonę, zdecydowałem się na strzał" - komentował po meczu Gancarczyk.

Na pięknym stadionie Dialog Arena w Lubinie doczekaliśmy się pięknych bramek. Najpierw po indywidualnej akcji prowadzenie dla Arki zdobył Przemysław Trytko, a w 84. minucie "wisienkę na torcie" dołożył Bartosz Ława. Pomocnik gdynian strzelił z rzutu wolnego w samo okienko bramki Jewgenija Kopyła, a smaczku golowi dodaje fakt, że piłka odbiła się jeszcze od poprzeczki. Ktoś zauważył, że podobnego gola zdobył w sezonie 1997/98 w meczu z Liverpoolem młody David Beckham. Ława nie wspominał o nim, podkreślił za to, że takie strzały podpatrywał u ligowego mistrza stałych fragmentów gry - Dariusza Dźwigały.

Cudowne gole padły po trafieniach pomocników, ale sroce spod ogona nie wypadli także napastnicy. Honoru snajperów w 5. kolejce bronili Andrzej NiedzielanRadosław Matusiak. Regularnie trafiać w ekstraklasie nie udało im się podczas gry dla Wisły Kraków, ale strzelają dla nowych klubów. "Wtorek" w meczu z Polonią pięknym lobem pokonał Radosława Majdana i przerwał swój strzelecki post trwający 746 dni. Z kolei "Radomatu" po ostrej jak brzytwa centrze Łukasza Derbicha pokonał strzałem głową bramkarza Korony Kielce, Radosława Cierzniaka. Od poprzedniego gola Matusiaka minęły dokładnie 504 dni.

Do wyżej wymienionej dwójki dołączamy spełniającego swe marzenie Pawła Brożka z Wisły Kraków. "Brozio" zawsze chciał strzelać gole tak jak Maciej Żurawski z czasów gry przy Reymonta, czyli zza pola karnego. Udało mu się to w meczu z Jagiellonią i my to doceniamy. Może osłodzi mu to fiasko transferowych negocjacji z Fulham.

Na słowa uznania zasłużyli jeszcze inni piłkarze. Mateusz Cetnarski z GKS Bełchatów i Piotr Polczak z Cracovii.

Pierwszy w meczu z Lechem zaliczył asystę i gola, co zawsze jest wyczynem godnym odnotowania, drugi zaś zagrał popisowe spotkanie w Kielcach. "Kasował" ataki Korony i sam zapędzał się pod bramkę rywala siejąc tam zamęt. W takiej formie z czystym sumieniem może czekać na powołania od Leo Beenhakkera.

Teraz słówko o słabeuszach. Po piątej kolejce ekstraklasy nikt nie ma już wątpliwości, która drużyna jest największym Cieniasem w lidze. Wystarczy spojrzeć na tabelę, aby stało się jasne: to Zagłębie Lubin, które ogarnięte dziwną niemocą nie potrafi uciułać ani jednego "oczka" i przegrywa wszystko jak leci.

Zagłębie w niedzielnym meczu z Arką prowadził syn znanego trenera Mieczysława Broniszewskiego - Marcin, który objął drużynę po Andrzeju Lesiaku. Nie odmienił jednak pogrążonej w marazmie drużyny. Lubinianie przegrali 0:2, a piłkarze dowiedzieli się od swoich kibiców, że są "pajacami". Cały klub żyje teraz nadzieją, że sytuację odmieni Franciszek Smuda, który obejmie stery "Miedziowych" od wtorku.

Po Zagłębiu musimy skarcić bramkarzy. Tym razem piętnujemy wyczyny golkiperów z Krakowa. Zarówno Mariusz Pawełek, jak i Marcin Cabaj nie popisali się w spotkaniach z Jagiellonią i Koroną. "Mario" przypadkowo strzelił dla "Jagi" gola samobójczego, gdy po sparowaniu piłki na słupek, ta odbiła się od jego głowy i wpadła do siatki. Jedno jest pewne - gdyby Pawełek szybciej się zreflektował, że piłka leniwie zmierza do siatki, mógłby ją złapać. Poza tą wpadką Pawełek bronił bez zarzutu.

Cabaj w meczu w Kielcach niby sparował piłkę po strzale Ediego, ale ta po jego rękach wpadła tam, gdzie wpaść nie powinna - do bramki. "Powiedziałem w przerwie meczu do Cabaja, że ma szansę być bohaterem meczu" - zdradził Orest Lenczyk. Może niepotrzebnie to mówił, bo "Wąski" stał się antybohaterem. Żeby nie pastwić się nad nim dodajmy, że w stracie gola "maczali palce" również Łukasz MierzejewskiSławomir Szeliga, którzy nieumiejętnie wyprowadzali piłkę z własnej połowy.

Zbiorczą naganę otrzymuje defensywa Polonii Warszawa, a właściwie jej piłkarzy kryjących zawodników Ruchu. Najpierw swą niefrasobliwością zmusili do wyjścia z bramki Sebastiana Przyrowskiego (zagrał ręką za polem karnym i ujrzał czerwoną kartkę), a potem dawali się ogrywać jak dzieci. Tomasz Brzyski puścił piłkę prawą stroną Jarosława Laty, a obiegł go z lewej, dośrodkował do Sobiecha i było 1:0 dla Ruchu. Potem "popisał" się kadrowicz Tomasz Jodłowiec, pociągając za koszulkę Niedzielana, za co słusznie obejrzał "czerwień". Po jego zejściu z boiska defensorzy "Czarnych Koszul" nie łapali już za koszulkę snajpera Ruchu, bo... po prostu nie mogli go dogonić.

Na koniec wyróżnienie specjalne: nagrodę "drewnianej nogi" otrzymuje Maciej Rybus. Legionista tym razem wyróżnił się tym, że nie umiał skierować podawanej przez Miroslava Radovicia piłki do pustej bramki z trzech metrów! Miejmy nadzieję, że "pała" ze skuteczności na początek roku szkolnego tylko zmobilizuje go do większej koncentracji, bo wiemy że Rybus grać w piłkę potrafi.

W meczach 5. kolejki:

PIAST GLIWICE - ODRA WODZISŁAW 2:1

LEGIA WARSZAWA - POLONIA BYTOM 1:0

WISŁA KRAKÓW - JAGIELLONIA BIAŁYSTOK 2:1

LECHIA GDAŃSK - ŚLĄSK WROCŁAW 1:1

RUCH CHORZÓW - POLONIA WARSZAWA 2:0

KORONA KIELCE - CRACOVIA 1:1

ZAGŁĘBIE LUBIN - ARKA GDYNIA 0:2

LECH POZNAŃ - GKS BEŁCHATÓW 2:2

Dowiedz się więcej na temat: kolejka | polonia | Zagłębie | gks | Warszawa | gole | strzał | piłka | bramki | nozna | Ekstraklasa | asy i cieniasy

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje