Artur Kohutek: Moje życie nabrało tempa

To był bez wątpienia najlepszy rok w mojej karierze. Po wielu latach ciężkich treningów moja praca wreszcie zaprocentowała. Brązowy medal mistrzostw Europy jest spełnieniem marzeń. Całe moje życie nabrało tempa - uważa Artur Kohutek.

Zawodnik Zawiszy Bydgoszcz i Grupy Lekkoatletycznej Elite Cafe sprawił miłą niespodziankę w sierpniowych mistrzostwach Europy w Monachium zajmując trzecie miejsce w biegu na 110 m przez płotki.

Reklama

- Rok 2002 był bez wątpienia najlepszym rokiem w mojej karierze. Po prostu muszę być zadowolony - po wielu latach ciężkich treningów moja praca wreszcie zaprocentowała. Medal mistrzostw Europy jest spełnieniem marzeń i pierwszym spektakularnym sukcesem w mojej karierze. Mam nadzieję, że nie ostatnim. Zrobię wszystko, by dobra passa nie skończyła się szybko. Powoli zaczynam myśleć o igrzyskach olimpijskich w Atenach - powiedział Artur Kohutek, który przyznał, że przed wyjazdem do Monachium nie liczył na miejsce na podium.

- Sam nie wierzyłem, że mogę zdobyć medal - wspomina Kohutek. - Realnie oceniałem swoje możliwości na miejsca 5-6. Po starcie bałem się, aby się nie usztywnić. Na półmetku byłem piąty, na ostatnim płotku czwarty i linię mety minąłem z przekonaniem, że tak już zostało. Po chwili na monitorze pokazało się moje nazwisko na trzeciej pozycji.

- Pod względem sportowym nie mogłem chyba osiągnąć więcej. Poza tym całe moje życie nabrało tempa, dynamiki. Trafiając do grupy Elite Cafe zyskałem możnego sponsora. Ta sytuacja ułatwi mi przygotowania, zapewni pewien komfort pracy. Z urzędu miasta w Bydgoszczy otrzymałem mieszkanie. Z okazji święta Wojska Polskiego awansowałem do stopnia chorążego - dodał 31-letni lekkoatleta, który jest zawodowym żołnierzem. We wrześniu 2002 roku zdobył srebrny medal 40. mistrzostw świata armii CISM.

Skromny sportowiec zauważył, że sukces w Monachium przełożył się na zainteresowanie mediów. - Przybyło mi obowiązków - przyznał z uśmiechem. - Szczególnie w Bydgoszczy, gdzie przebywam najczęściej. Często dzwonią dziennikarze, interesują się co robię. Ale i podróży po Polsce było sporo - spotkania z kibicami, politykami, odebrałem też kilka nagród. To wszystko jest bardzo przyjemne. Sądzę, że niebawem wszystko wróci do normy i będę mógł skupić się tylko na treningach.

- Sezon halowy potraktuję "z marszu" - poinformował Kohutek. - W styczniu pojadę na pierwszy obóz. W lutym mam zaplanowane trzy mityngi. Od menedżera zależy czy będę mógł wystartować tam, gdzie chcę. Liczę, że organizatorzy dużych imprez wpisali do notesów moje nazwisko.

- Mistrzostwa Polski i świata są w tym roku dopiero w marcu. Dla mnie to stanowczo za późno. Dlatego w tych imprezach nie wystartuję. Od marca znacznie wzrośnie intensywność moich treningów, a celem numer są mistrzostwa świata w Paryżu - podkreślił płotkarz.

Kohutek ma nadzieję, że planów przygotowań nie pokrzyżują kontuzje. - To jest najważniejsze w tej zabawie. Nie wolno mi już tracić czasu na leczenie urazów, choć zdaję sobie sprawę, że płotkarzowi o jakąś kontuzję nie jest trudno.

Dowiedz się więcej na temat: Monachium | medal | Życie

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje