Anna Rogowska planuje koniec kariery

Anna Rogowska (SKLA Sopot) czasami lubi wybiegać w przyszłość. Za dwa lata są następne mistrzostwa świata, a po nich - Londyn 2012. Igrzyska olimpijskie nad Tamizą będą jej ostatnimi, bowiem planuje powiększyć rodzinę. We wtorek wieczorem odebrała w Berlinie złoty medal 12. lekkoatletycznych mistrzostw świata.

Co się pani śniło przez te ostatnie dni przed konkursem?

Reklama

Anna Rogowska: Ciągle tylko skakałam i skakałam. Jadąc już na konkurs finału, powiedziałam trenerowi: "w końcu! Już jestem tak zmęczona tym skakaniem - w dzień i w nocy. Ten konkurs był najprzyjemniejszą rzeczą, najgorsze było to czekanie.

Co zrobi pani ze szczęśliwą tyczką, dzięki której zdobyła pani pierwsze mistrzostwo świata?

- Już jest cała wycałowana.

Ma pani jakiś amulet? Coś co przynosi szczęście?

- Nie, nie mam niczego takiego. Jak już, to staram się pozbywać rzeczy, które uważam, że przynoszą mi pecha.

Co to jest na przykład?

- Na przykład trener ma zabronione przychodzić na zawody w takiej jednej koszulce, która na pewno przynosi pecha. Ma z kolei też taką, która jest szczęśliwa dla nas. W poniedziałek nie mógł jej ubrać, ale była za to w plecaku.

Jest pani mistrzynią świata. Przespała się pani z tą wiadomością?

- Ze spaniem było trudno. Tyle emocji podczas i po konkursie, że miałam problemy z zaśnięciem. Chyba dopiero o czwartej nad ranem zmrużyłam oko, ale nie jestem pewna do końca czy spałam. Pomału dociera do mnie ta sytuacja. Jestem przeszczęśliwa, że udało się na najważniejszej imprezie zdobyć medal i to złoty.

Nie denerwuje panią to, że wszyscy raczej mówią o porażce Jeleny Isinbajewej, a nie o sukcesie Anny Rogowskiej?

- Ja tego w ten sposób nie odbieram. Tak naprawdę ja odniosłam sukces, Jelena porażkę i tutaj oba stwierdzenia są prawidłowe. Rosjanka była faworytką i wszyscy się spodziewali, że bez problemu wygra te zawody. Stało się inaczej. Mam nadzieję, że z tego powodu nie odetną nam gazu. (śmiech)

Jak pani odpoczywa od sportu?

- Nigdzie tak nie odpoczywam jak w domu. Drugą najważniejszą rzeczą jest dla mnie sen. Zasypiam w każdym możliwym miejscu. Poza tym uwielbiam kino.

Skąd się wzięła u pani tyczka?

- Troszeczkę przez przypadek. Tyczka była bardzo popularną konkurencją w mojej okolicy. W trójmieście trenowała Monika Pyrek, która już odnosiła duże sukcesy i wtedy usłyszałam o takiej konkurencji. Po części tyczka sama mnie wybrała, bo szybko zaczęłam odnosić drobne sukcesy, które zachęciły mnie do kolejnej pracy.

Igrzyska olimpijskie w Londynie w 2012 roku, a co dalej?

- Koniec. Będę chciała powiększyć rodzinę.

To ostateczna decyzja?

- Jeżeli chodzi o igrzyska, to tak. Nie wiem, czy nie przedłużymy tej decyzji do mistrzostw świata w 2013 roku, ale to zależy od wyników.

CZYTAJ TEŻ:

Znowu gafa! "Brąz dla Moniki Pyrek"!

Niemcy: Rogowska nie umie się cieszyć!

Anna Rogowska i jej spełniony sen o Mazurku Dąbrowskiego

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: medal | złoty | sport | Berlin | pyrek | igrzyska olimpijskie | koniec kariery | Anna Rogowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje