Anna Rogowska: Nie zawsze bywa łatwo

Trzy Anny - Rogowska (SKLA Sopot), Jesień (AZS AWF Warszawa) i Rostkowska (Athletic Jakać Młoda), reprezentantki Polski w lekkoatletycznych mistrzostwach świata w Berlinie, za trenerów wybrały swoich mężów. Wszystkie chwalą sobie taki układ, ale przyznały, że czasami bywa ciężko.

"Nie zawsze bywa łatwo. Musieliśmy się pewnych rzeczy nauczyć. Przede wszystkim tego rozgraniczenia - dom i praca. To dwie inne sfery i nie powinno się ich mieszać" - powiedziała mistrzyni świata w skoku o tyczce Rogowska.

Reklama

Podobnego zdania jest brązowa medalistka poprzednich mistrzostw na 400 m ppł Jesień oraz młodzieżowa mistrzyni Europy z 2001 roku w biegu na 800 m Rostkowska.

"Sport jest z nami cały czas. Jesteśmy już w tym za głęboko. Nie ma szans, by się od tego odciąć i wszystko pozostawić poza drzwiami" - uważa Jesień.

Przytaknęła jej Rostkowska. "Trudno zostawić wszystko na stadionie. My wspólnie tym żyjemy; to nie tylko nasze życie zawodowe, ale też prywatne. Przynosimy to do domu i jest to, myślę, normalne". Oceniła też, że "to dobrze, bo mogę o treningu porozmawiać w domu, a nie tylko z trenerem na zajęciach".

Mimo wszystko rozgraniczać próbują to brązowa medalistka ateńskich igrzysk olimpijskich Rogowska i jej mąż Jacek Torliński.

"Ciężko jest wejść do domu i całkowicie zapomnieć o tym, co się działo na stadionie. To przecież nasze całe życie. Od rana wstajemy i wszystko kręci się wokół sportu i pod to jest podporządkowane" - podkreślił Torliński, chwaląc pomoc Leszka Klimy. "To on jest w trudniejszych momentach naszym łącznikiem. Pewne rzeczy łatwiej Leszkowi powiedzieć, a Ania je łatwiej przyjmuje, bo między nami często grają duże emocje".

O emocjach mówiła też Rostkowska. "Piotrek nie może się przecież na mnie wyżywać, jak coś nie wyjdzie. Nie krytykuje mnie, nawet jak na to zasłużę. Z innym trenerem pewnie inaczej by to wyglądało. Wyczuwam jednak, kiedy go zawiodłam".

"Współpracujemy ze sobą naprawdę wiele lat i znamy się doskonale. Staramy się wyjaśnić sobie od razu wszystko, żeby nie było urazu" - podkreśliła Rogowska.

Anny są zgodne, że nawet po niepowodzeniach nie będą zmieniać trenerów, bo im ufają. "Pawłowi ufam bezgranicznie. Na początku było trudno. Przez pierwszy miesiąc często kłóciliśmy się, ale potem przekonał mnie i teraz nie dyskutuję z nim; wykonuję to, o co poprosi" - powiedziała Jesień.

Rostkowska dodała, że jej mąż przekonał ją tym, iż sam trenował, jest rekordzistą Polski na 1500 m i osobą doświadczoną. "Dlatego potrafi mi pomóc. Często pytam, czy jest pewny, że ten trening nie był za mocny, czy tak powinno to wyglądać, ale tak naprawdę to ufam mu w stu procentach".

Podział obowiązków w ich domach różni się trochę od tradycyjnego. To mężowie zajmują się kuchnią, a panie, kiedy nie mają sezonu startowego pomagają w sprzątaniu, prasowaniu, praniu.

"Kuchnia to obszar Jacka. On w niej rządzi, a że świetnie mu to wychodzi, to się nie wtrącam" - przyznała Rogowska. Podobnie jest u Jesień i Rostkowskiej. "Czasami i ja gotuję, ale Piotrek jest w tym lepszy i lubi to robić" - dodała siedmiokrotna mistrzyni Polski na 800 m.

INTERIA.PL/PAP
Dowiedz się więcej na temat: rzeczy | mistrzyni | azs awf warszawa | jesień | Anna Rogowska

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje