Alfabet Pawła Brożka

Jego wymarzony klub to FC Barcelona, ale Wisłę zawsze będzie nosił w sercu. Jest optymistą jeśli chodzi o awans Polski do MŚ 2010. Uważa, że z Kubą Błaszczykowskim, Rogerem, Gargułą i Majewskim mogą zdziałać wiele. Paweł Brożek przedstawia swój alfabet.

A - jak aspiracje. Która liga jest twoją wymarzoną, a który klub nazwiesz klubem marzeń?

Reklama

- Moją ulubioną ligą jest liga hiszpańska, a zespołem, któremu od dziecka kibicuję Barcelona. Od zawsze!

B - jak Beenhakker. Trzeba przyznać, że mimo wielu głosów krytyki jest skuteczny. Dzięki niemu Polska po raz pierwszy pojechała na mistrzostwa Europy.

- No właśnie. Wiadomo, że Polacy wcześniej nie grali w mistrzostwach Europy, a po raz pierwszy udało się to w tym roku. Główna w tym zasługa trenera Beenhakkera, ale nie ma co ukrywać, że piłkarze także dali nam powód do radości z awansu.

Były chwile niejasności między tobą a Beenhakkerem. Czy wszystko jest już wyjaśnione? Jak ostatnio współpracuje ci z selekcjonerem?

- Współpraca jest dobra. Raczej to media opisywały nasz konflikt, którego w rzeczywistości nie było. To, że nie podał mi ręki podczas meczu ze Słowacją, odebrałem jako zupełnie przypadkowe. W ogóle o tym nie myślałem. Później media to rozdmuchały. Moim zdaniem niepotrzebnie.

Czy wyróżnia go coś spośród trenerów, z którymi współpracowałeś?

Na pewno doświadczenie, ale z drugiej strony każdy trener jest inny i musielibyśmy poświęcić trochę czasu, żeby scharakteryzować kolejnych.

B - jak BMW. Dlaczego właśnie ta marka?

- Po prostu lubię BMW - nie ma co ukrywać. Od zawsze był to samochód moich marzeń i te marzenia się spełniły.

C - jak Czesław - ojciec, po którym macie z Piotrem trochę zaciętości, bo niegdyś był bokserem. Podobno znacie nawet jakieś postawy bokserskie.

- No tak, w latach siedemdziesiątych uprawiał boks. Czasy nieco zamierzchłe, ale nie ma co ukrywać, że została po nim zadziorność, waleczność. Te najważniejsze cechy na boisku odziedziczyliśmy po ojcu.

Jest największym waszym kibicem? Przyjeżdża na mecze?

- Zdrowie nie pozwala mu przyjeżdżać na stadion, ale zawsze ogląda w telewizji.

D - jak Drapała Andrzej, ksiądz, który założył Polonię Białogon Kielce - twój pierwszy klub.

- Na pewno wspominam tego człowieka z dużym sentymentem. Razem z Piotrem dużo mu zawdzięczamy. Trochę brakuje czasu, żeby się z nim spotkać, ale kiedy jest wolna chwila, to zawsze do niego wpadamy.

D - jak derby. To specyficzny mecz - abstrahuję teraz od ostatniego spotkania, którego ranga była mniejsza ze względu na to, że było rozgrywane w ramach Pucharu Ekstraklasy - ale derby ligowe to...

- ... to najważniejszy dwumecz w roku w Krakowie. Podchodzę do tego tak samo, jak wszyscy inni piłkarze.

E - jak Euro, a więc największa impreza, jaka cię ominęła.

- To już dawne czasy, nie chciałbym do tego teraz wracać. Szkoda, że mnie tam nie było. Chciałem pojechać na Euro, robiłem wszystko, żeby tak się stało. Niestety trener uznał inaczej. Szanuję jego zdanie i dlatego w mediach nie poruszałem tego tematu.

F - jak Franz Smuda. Jak go wspominasz? W prowadzonej przez niego drużynie rozegrałeś osiem meczów jeszcze jako nastolatek.

- Powiem szczerze, że jako młody chłopak nie miałem łatwo u tego trenera. To specyficzny człowiek. Dobry trener, dużo osiągnął, ale niektórych młodych nie lubił i wydaje mi się, że byłem wśród nich. Trudno mi powiedzieć dlaczego. Chociaż współpracę z nim wspominam miło, to pewne zgrzyty były.

F - jak Franek - Tomek Frankowski. Czy jest coś, co chciałbyś od tego napastnika zaczerpnąć?

- Na pewno byłoby sporo. Jest to napastnik, który strzelił w lidze około stu dwudziestu bramek. To wynik, który budzi szacunek. Chciałbym kiedyś zachowywać taki spokój w sytuacjach podbramkowych, jak on.

G - jak GKS Katowice, klub, w którym mogłeś nabrać wiary w siebie, zaistnieć w lidze. Grałeś w nim regularnie - dwadzieścia meczów i pięć goli.

- Był to dla mnie dobry okres, choć pamiętam, że GKS borykał się wtedy z kłopotami finansowymi, ale to roczne wypożyczenie wyszło mi na dobre.

H - jak husaria. Czy reprezentacja Polski będzie kiedyś dzięki tobie i Kubie Błaszczykowskiemu prezentować właśnie taki styl, czyli ofensywny, z polotem? Czego nam jeszcze brakuje, aby zmiatać rywali, jak konnica Sobieskiego?

- Czy ja wiem... Mecz z Czechami pokazał, że w tej reprezentacji jest potencjał, tylko teraz potrzeba stabilizacji - przede wszystkim w składzie. Wiadomo, że pod względem fizycznym i piłkarskim zachodnie normy są wyższe niż w Polsce, ale myślę, że powolutku będziemy się zbliżać do Zachodu także i pod względem.

Brakuje nam ofensywnych piłkarzy prezentujących międzynarodowy poziom takich, jak ty czy Kuba.

- Mamy kilku zawodników o ofensywnych inklinacjach. Doszedł teraz Robert Lewandowski, bardzo ciekawy i zdolny chłopak. Jest również Garguła, jest Majewski.

Na lewym skrzydle mamy pustkę. Jest tylko Krzynówek, który najlepsze lata ma już dawno za sobą.

- Zgadza się, ale nadal jest dobry i przydaje się w kadrze. Bez tego zawodnika na razie trudno wyobrazić sobie reprezentację.

I - jak internat. Dużo czasu spędziłeś w Krakowie mieszkając w internacie. Jak wspominasz tamte czasy? Beztroska młodość?

- Były to fajne czasy, takie młodzieńcze. Ale szczegółów nie będę ujawniał...

Wielu twoich rówieśników - równie utalentowanych - nie rozwinęło swojej kariery właśnie dlatego, że w okresie dojrzewania nie potrafili sobie poradzić bez rodziców. Jako szesnastolatek wyszedłeś spod opieki rodziców i trafiłeś do grupy rówieśników bez kontroli. Był to dla Ciebie trudny okres?

- Czy ja wiem? Miałem to szczęście, że odszedłem z rodzinnego domu wraz z Piotrem. Może to nam pomogło w tym, by się ustatkować. Poza tym każdy ma inny charakter. Niektórzy nie potrafili psychicznie podołać temu zadaniu.

I - jak irytacja. Co Cię najbardziej denerwuje?

- Jest parę spraw, ale lepiej o nich głośno nie mówić.

J - jak Joanna. Rzadko się zdarza, aby piłkarz, który - powiem kolokwialnie - może przebierać w dziewczynach, wybiera sobie kobietę, którą zna od dziecka. Poznaliście się już w piaskownicy?

- W szkole podstawowej, ale nasza przyjaźń rozwinęła się trochę później. Nie ma co ukrywać, że jest to kobieta, której dużo zawdzięczam i mam nadzieję, że zostanę z nią do końca życia.

Wiele osób uważa, że człowiek żonaty staje się bardziej odpowiedzialny. A czy ty sądzisz, że dojrzałeś biorąc ślub?

- Zgadzam się z tym, że ślub zmienił trochę moje podejście do życia. Stałem się, jak sam to powiedziałeś, dojrzalszy, a przede wszystkim bardziej odpowiedzialny.

J - jak Jarosław. Mało kto wie, że masz starszego brata, o którym mówiło się, że ma największy talent ze wszystkich braci Brożków.

- Nie ma co ukrywać: miał smykałkę! Poszedł jednak w inną stronę. Nie kładł szczególnego nacisku na grę w piłkę, choć spokojnie mógł pograć w pierwszej lidze.

K - jak Kasperczak. Nie wiodło ci się przy nim. Chciał nawet, abyś odszedł z klubu. Masz mu to za złe?

- Trener Kasperczak parę razy odesłał mnie do rezerw, ale byłem wtedy młodym zawodnikiem. Poza tym, w Wiśle byli wtedy tacy napastnicy, jak Kuźba, Frankowski i Żurawski. Ciężko byłoby mi z nimi rywalizować, ale z drugiej strony uważam, ze byłem w takim wieku, że powinien dać mi szansę. Myślę, że wykorzystałbym ją.

K - jak kibice. Zawsze po meczu razem z Piotrem pierwsi idziecie, żeby im podziękować. Widać, że cenisz sobie ich wsparcie.

- Gdy zajęliśmy ósme miejsce, gdy marnowałem sytuację za sytuacją, wsparcie kibiców było mi szczególnie potrzebne i otrzymałem je. Szczerze im za to dziękuję i w każdym meczu staram się za to odwdzięczyć.

Doping na polskich trybunach jest coraz lepszy. Czy zaczyna ci przypominać to, co dzieje się na stadionach Niemiec i Anglii?

- Gdy graliśmy w Londynie mecz pucharowy z Tottenhamem, to na trybunach rządzili kibice Wisły. Doping w Polsce jest bardzo dobry.

K - jak Kosa. Brakuje ci Kamila Kosowskiego w Wiśle?

- Tak. To był zawodnik, który w mistrzowskim sezonie ciągnął grę nawet, gdy nam nie szło. Takich ludzi i takich zawodników powinno być w Wiśle więcej. Z całego serca chcieliśmy, żeby Kosa został, niestety stało się inaczej.

L - jak lider zespołu. Dlaczego nie chcesz nim zostać? Mówisz, że są starsi: Sobol, Baszczu...

- Wydaje mi się, że nie mam przywódczego charakteru. Dlatego skłaniałbym się do pełnienia drugoplanowej roli.

L - jak Legia Warszawa. Czy według ciebie to najgroźniejszy rywal?

- Legię zawsze szanowałem za to, jak gra w piłkę. Za każdym razem mecze z nią wywołują większe emocje. To rzeczywiście jest klasyk polskiej ligi. Choćby ostatni nasz mecz - obydwie drużyny grały na europejskim poziomie.

Ł - jak ŁKS. Nie sądzisz, że pobyt w tym klubie był dla ciebie stratą czasu?

- Miałem wtedy osiemnaście lat i byłem na trzymiesięcznym wypożyczeniu. Nie wspominam tego okresu najlepiej, bo byłem wypożyczony, żeby grać, a rzadko miałem taką możliwość.

M - jak Meksyk. Masz z nim bardzo miłe skojarzenie, bo strzeliłeś tej drużynie swoją debiutancką bramkę w reprezentacji Polski, w dodatku bardzo ładną.

- Zawsze będę ją dobrze pamiętał, bo rzadko strzelałem takie piękne gole.

Bardziej zapadła ci w pamięci, niż tak strzelona Petrowi Czechowi na Stadionie Śląskim?

- Tak. W końcu była to debiutancka bramka, poza tym bardzo ładna.

M - jak ministrant. Znasz smak wina mszalnego?

- Nie, nie! Wina nie piłem. Ale przez pięć lat służyłem do mszy.

Na ile wynikało to z potrzeby duchowej, a na ile było konsekwencją gry w parafialnym klubie?

- Ministrantem zostałem jeszcze zanim trafiłem do klubu, w wieku dziewięciu czy dziesięciu lat. Namówił mnie do tego nauczyciel religii. Powiem szczerze, że fakt, że grałem w parafialnym klubie nie miał żadnego wpływu na to, że zostałem ministrantem. Nie ukrywam, że jestem człowiekiem religijnym i były to dla mnie naprawdę wspaniałe chwile.

N - jak Nawałka - człowiek, który zauważył dwóch szesnastolatków spod Kielc i uznał, że trzeba ich sprowadzić do Wisły.

- Pamiętam - szybko się to potoczyło. Przyjechał trener Nawałka, rozmawialiśmy może godzinkę razem z rodzicami i bratem i wszystko ustaliliśmy. Dużo mu zawdzięczamy i nawet do tej pory wiąże nas bardzo szczególny kontakt. Sprawdzam wyniki GKS-u, bo jest tam teraz trenerem i z całego serca mu kibicuję.

O - jak Osuch, twój menedżer. Niektórzy mówią, że związanie się z menedżerem to strata pieniędzy.

- Każdy ma inne spojrzenie na ten temat. Ja uważam, że warto mieć kogoś, kto w pewnych chwilach poprowadzi cię za rękę, a Radek jest właśnie kimś takim. Nigdy się na nim nie zawiodłem.

Nie boisz się, że nie ma kontaktów w największych ligach?

- Wyznaję zasadę, że nie musi mieć takich znajomości. Uważam, że jeśli jakiś klub cię chce, to prędzej czy później do niego trafisz.

P - jak pieniądze. Inwestujesz w coś czy wkładasz do skarpetki?

- Na razie wkładam do skarpetki, ale z drugiej strony nie ma co ukrywać: kariera piłkarza jest krótka i w niedalekiej przyszłości zamierzam w coś zainwestować.

Czujesz się milionerem?

- Milionerem nie jestem, ale dbam o pieniądze, bo są ważne w życiu.

R - jak reprezentacja. Zagra w najbliższych mistrzostwach świata?

- Myślę, że tak.

S - jak sen. Podobno w wieku jedenastu lat przyśniło ci się, że będziesz grał w koszulce z Orłem na piersi i strzelał gole dla reprezentacji. Gdy opowiedziałeś to w szatni, koledzy się śmiali, a ty się uparłeś, że tak będzie.

- Pamiętam, że powiedziałem o tym trenerowi, a on dość szczegółowo to zapamiętał. Może mam sny prorocze?

S - jak Skorża, czyli kto mi dał skrzydła?

- Myślę, że właśnie ten człowiek. Na pewno wiele mu zawdzięczam. Po tym sezonie, który był zarówno, dla mnie, jak i całej Wisły bardzo nieudany, jego przyjście odmieniło sytuacje o sto osiemdziesiąt stopni. Myślę, że dalsza współpraca przyniesie nam wiele sukcesów.

S - jak scyzoryk. Obrażasz się, jak ktoś cię tak określa?

- Nie, dlaczego? Urodziłem się w Kielcach. Szanuję to miasto, wracam tam często, na zawsze pozostanie w moim sercu.

Mówiąc scyzoryk, ma się na myśli ostrego, twardego faceta. ty też się tak czujesz?

- Na boisku na pewno.

T - jak tramwaj i lewa noga, którą masz, podobno po to, by wsiadać do niego. Z drugiej strony chyba nie jest tak źle, bo i nią strzelałeś gole?

- Pracuję nad tym, ale niestety nie da się ukryć, że lewą nogę mam słabszą i podejrzewam, że nigdy nie będzie tak sprawna, jak prawa.

Najładniejsza bramka strzelona lewą nogą?

- Pamiętam! Byłem wtedy w GKS-ie i graliśmy przeciwko Górnikowi Łęczna.

U - jak urazy - ten kręgosłupa groził ci poważną operacją gdy byłeś w GKS-ie Katowice. Pamiętam, że Pietia zdobył z Wisłą tytuł mistrza Polski za Kaspreczaka i dedykował ci ten sukces, bo borykałeś się wtedy z tą kontuzją.

- Ten problem wynika z uwarunkowań genetycznych. Niestety, odzywa się dosyć często, ale najważniejsze, że nie jest konieczna operacja.

Ostatnio udało Ci się wzmocnić fizycznie. Stałeś się napastnikiem, który potrafi się zasłonić, nie unika walki fizycznej.

- Taką mam rolę na boisku. Muszę walczyć z obrońcami, zwłaszcza, że gram jako jedyny wysunięty napastnik. Przygotowywałem się do tej roli.

W - jak Wisła.

- To klub, który zawsze będzie miał pierwszeństwo w moim sercu.

Z - jak Zachód. Czujesz w ogóle parcie na Zachód?

- Na pewno więcej się o tym pisze i mówi w mediach, niż rzeczywiście o tym myślę. Podchodzę do tego tematu bardzo spokojnie. Jeśli pojawi się ciekawa oferta zarówno dla mnie, jak i dla Wisły, to z niej skorzystam. Ale czy będzie to w już czerwcu, czy trzeba będzie poczekać, to już czas pokaże.

Niektórzy zarzucali ci, że nie zdecydowałeś się wyjechać dwa lata temu do Nancy.

- Nie miałem żadnej propozycji z Nancy. Media trochę przekręcały moje wypowiedzi. Wisła rzeczywiście rozmawiała wtedy z Nancy, ale kluby nie doszły do porozumienia, więc nikt ze mną w ogóle nie podejmował rozmów.

Ż - jak Żurawski. Za co go cenisz? Często jesteś do niego porównywany.

- Nie ma co ukrywać, że to mój idol. Zawsze wzorowałem się na nim. Zawsze chciałem grać tak, jak on. Mam nadzieje, że dane nam będzie jeszcze kiedyś występować razem. Oby Maciek wrócił do Wisły, bo z tego co słyszałem, jest taka opcja. Z wielką przyjemnością zagrałbym z nim w ataku.

Podkreślałeś, że gdy Żuraw miał tyle samo lat, jak co ty, to nie strzelał tylu goli.

- To nie tak. Nigdy nie śmiałem porównywać się z Maćkiem. Gdy byłem nieskuteczny, to liczyłem na to, że kibice i media będą cierpliwi.

Ale w wieku dwudziestu pięciu lat masz sześćdziesiąt pięć goli strzelonych w lidze. Maciek nie miał tylu w tym wieku.

- Ale nastrzelał je później! Oczywiście, mam nadzieję, że też kiedyś przekroczę liczbę stu goli w ekstraklasie, ale na to trzeba będzie pewnie trochę poczekać, bo wiadomo, że chciałbym wyjechać na Zachód.

Porównując Cię z Żurawiem, trzeba przyznać, że brakuje ci jeszcze strzału z okolic dwudziestego metra. Zdobywał w ten sposób dużo goli, a ty po raz ostatni strzeliłeś w ten sposób w meczu z Czechami.

- Rzeczywiście, Żuraw miał potężne uderzenie z prawej nogi, no i oczywiście precyzyjne. Ja takiego nie mam, ale ostatnio kładę duży na strzały zza linii szesnastu metrów.

Ź - jak źdźbło trawy.

- Akurat na Wiśle fatalne. Nie ma co ukrywać, że stadion jest w przebudowie i prawdopodobnie na wiosnę będziemy grać gdzie indziej.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje