Adamek-Briggs: Goło i wesoło

W Grand Ballroom hotelu "Hilton", w samym środku lotniska O'Hare na ważeniu pięściarzy było bardzo tłoczno. Menedżerowie, jak zawsze liczne "osoby towarzyszące" mające z boksem mniej lub więcej wspólnego plus kilkunastosobowa grupa przedstawicieli Komisji Sportowej stanu Illinois wypełnili salę do ostatniego miejsca.

Jednak w głównej roli wystąpili Maciej Zegan, Tomek Adamek, Paul Briggs, Don King i?Andrzej Gołota.

Reklama

Atrakcji nie brakowało ani przez chwilę, a o różnorodność wrażeń estetycznych zadbali zarówno sami pięściarze, jak oczywiście Don King. Zacznijmy od tych pierwszych. Gdyby zwycięstwa przyznawano za groźne miny, Maciek Zegan nie musiałby już wychodzić na ring. Najpierw zarówno on jak Nate Campbell bez problemu "załapali" się w przewidzianej regulaminem wadze 133 funtów, a później epatowali widzów zarówno muskulaturą, jak groźnymi minami. Zegan wygrał tę rywalizację przez nokaut, prezentując minę godną samuraja przed ostatnim bojem życia, tak, że nawet zwykle bardzo pewny siebie Nate sprawiał wrażenie lekko nieprzygotowanego na taki popis Polaka. Dalszych atrakcji dostarczył zgromadzonym Paul Briggs, który wystąpił na wadze? przysłonięty ręcznikiem, bo tak się bał, że się nie zmieści w limicie 175 funtów, że na wagę wskoczył w stroju Adama. Miał rację zdejmując majtki, bo waga zatrzymała się na dokładnie 175 funtach?

Tomek Adamek nie musiał się uciekać do takich wybiegów. Nawet w szortach miał pół funta poniżej przewidzianej wagi, imponując - podobnie zresztą jak Austalijczyk - znakomitą muskulaturą. Kiedy wydawało się, że atrakcji już więcej nie będzie, na salę wkroczył Andrzej Gołota. Stanął z boku, nikomu nie przeszkadzając, ale tylko tak długo jak nie wypatrzył go Don King i szef prasowy Don King Promotions, Allan Hopper. "Witamy Andrzeja Gołotę i zapraszamy na scenę" - rozpoczął Hopper, a kiedy Andrzej, pomimo błyskających fleszy ciągle się wzbraniał, do akcji wkroczył 74-letni promotor. "Andrzej Gołota, niekoronowany król wagi ciężkiej, który powinien walczyć z Lamonem Brewsterem o zjednoczenie tytułów, bo przecież wszyscy widzieli, że wygrał tak z Byrdem, jak Ruizem" - bombastycznie rozpoczął King. "Teraz znowu wróci na ring, żeby pokazać, że potrafi wygrywać. Ja mu dam niejedną szansę, bo na to zasługuje" - grzmiał King, pozując do zdjęć z lekko speszonym takim przemówieniem Polakiem.

Gołota odmówił wywiadu Polsatowi ("Panowie, ja nie jestem dziś gwiazdą, rozmawiajcie z Tomkiem"), ale INTERIA.PL udało się go namówić na parę zdań komentarza do zapowiedzi jego powrotu na ring złożonej przez Dona Kinga. "Don od dawna mnie namawia na powrót, a ja odpowiadam to samo - jak ręka wytrzyma na treningach, to wrócę. King ma nawet plan żebym zawalczył już 4 listopada w Phoenix na karcie walki Lichaczew - Briggs, ale to bardzo, bardzo krótki termin na przygotowania - bez względu na to, z kim miałbym się nie bić. Wagowo jestem OK, mam około 240 funtów, chodzę na siłownię, ale nie uderzyłem w worek bokserski od marca. Muszę umówić się z Samem (Colonną), wpaść na salę i potrenować parę dni zanim odpowiem Kingowi. No i kasa musi się zgadzać, ale o tym zdążymy z Kingiem jeszcze pogadać, może nawet dziś wieczorem.. Na razie wybieram się kibicować Tomkowi. Jest faworytem, ale Briggs też się nieźle prezentuje. CiekAwy też jestem jak sobie z Walujewem poradzi Monte Barrett. Wcale nie musi przegrać, choć bukmacherzy już po pogrzebali?

Przemek Garczarczyk z Chicago

Dowiedz się więcej na temat: ring | Maciej Zegan

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Rekomendacje