13 trudnych pytań do ministra sportu

Premier Jarosław Kaczyński dokonuje właśnie przeglądu kadr w swoim rządzie. Minister sportu Tomasz Lipiec może być raczej pewny swojej posady. Jego działania są doceniane przez szefa rządu.

Tomasz Lipiec udzielił naszej redakcji wywiadu. Niestety na większość trudnych pytań odpowiadał wymijająco. Mamy nadzieję, że starania o dobro polskiego sportu są bardziej rzetelne niż odpowiedzi, których nam udzielił.

Reklama

*****

Chcielibyśmy Pana zapytać o Euro 2012 i o nasze szanse na organizację tej wielkiej imprezy. Wszczął Pan postępowanie administracyjne wobec PZPN akurat w dniu przyjazdu inspektorów UEFA. W licznych wywiadach twierdzi Pan, że nie mamy szans, a wygrają Włosi. Wbrew dementi strony ukraińskiej opowiada Pan, że Ukraińcy są niezadowoleni ze współpracy z PZPN. Dlaczego Pan jako człowiek odpowiedzialny za sukces kandydatury jest takim defetystą?

Chcę przede wszystkim powiedzieć, że zostało zrobione wiele, aby złożyć dobrą ofertę. Przypomnę może tylko, że jeszcze premier Kazimierz Marcinkiewicz powołał sztab, który jest zobligowany do przygotowania oferty. W tym celu została udzielona rezerwa budżetowa w dużej kwocie 10 milionów złotych. Także myślę, że rząd zrobił wiele. Jeśli chodzi o zbieżność dat wszczęcia postępowania i przyjazdy delegatów UEFA, to nie był to najgorszy moment, bo przedstawiciele UEFA spotkali się z premierem, który wyjaśnił im, dlaczego wszczęliśmy postępowanie. Panowie delegaci byli przekonywani, że nie chodzi tu o wkroczenie polityki do sportu, ale o pomoc w oczyszczeniu piłki z korupcji, bo sam związek nie może, czy też nie chce sobie z tą aferą poradzić.

Mówił Pan kilka razy, że nie mamy szans z Włochami w wyścigu o Euro 2012. Jednak zdecydował Pan o wydaniu kilku milionów złotych na promocję naszej kandydatury. Czy nie jest to marnotrawstwo publicznych pieniędzy?

To jest sport, tutaj trzeba walczyć do końca. Pierwszy raz znaleźliśmy się w drugiej turze starań o tak wielką imprezę. Nigdy oficjalnie nie powiedziałem, że nie mamy szans z Włochami, ale z drugiej strony jestem realistą. Tak jak wszyscy, którzy choć trochę znają się na sporcie, tak i ja wiem, że walka będzie niezwykle trudna. Włosi już kilkakrotnie organizowali takie lub większej imprezy. Do tego są mistrzami świata i mają nieporównywalnie lepszą od nas infrastrukturę. Nie zapominajmy również o Chorwatach i o Węgrach, którzy aplikują już po raz trzeci, a my po raz pierwszy. Podkreślam jednak, że doświadczenie, które zdobywa rząd i samorządy w staraniach się o tę imprezę, jest dla ważne na przyszłość dla całego polskiego sportu. Na ME 2012 nie kończy się świat. Dostaliśmy już ME w siatkówce kobiet w 2009 roku i będą aplikowali o wiele innych imprez.

Czy pamięta Pan konferencję prasową na Stadionie X-lecia? Jakie decyzje w sprawie budowy Narodowego Centrum Sportu podjął Pan od tego czasu?

Przede wszystkim pierwszy raz w tej kwestii została podjęta uchwała Rady Ministrów. Czyli jest wola rządu, aby zmienić charakter tego miejsca. W Ministerstwie Finansów przy współudziale ministra sportu i ministra finansów tworzona jest nowelizacja o grach i zakładach wzajemnych, chodzi tutaj o objecie monopolem państwowym nowych gier i tym samym pozyskanie środków na realizację tego projektu. Trochę mnie martwi fakt, że Warszawa wycofała się ze współfinansowania tej inwestycji.

W wielu wypowiedziach twierdzi Pan, że bardzo liczy na kluby jeśli chodzi o zmianę oblicza polskiej piłki. Proszę sobie wyobrazić, że spośród około 50 osób aresztowanych w aferze korupcyjnej, połowa to byli lub obecni pracownicy właśnie klubów. Są tam trenerzy, prezesi, kierownicy, piłkarze. Na czym zatem opiera Pan swoje nadzieje?

Ja opieram swoje nadzieje na spółce Ekstraklasa SA, która zarządza rozgrywkami. To jest oczywiste, że polska piłka to są kluby sportowe. W każdej innej dyscyplinie, sport opiera się o kluby sportowe. Proszę zauważyć, że to właśnie w klubach następują największe zmiany personalne, przychodzą tam menedżerowie z prawdziwego zdarzenia. Młodzi ludzie, którzy patrzą na piłkę zupełnie inaczej. Natomiast w wojewódzkich związkach średnia wieku idzie cały czas w górę, a poziom niekoniecznie.

Panie Ministrze. Powiedzmy szczerze, mimo pracy dwóch komisji w PZPN nikomu z władz związku do dziś nie postawiono żadnych zarzutów. Tymczasem w areszcie siedzi (były już) członek Rady Nadzorczej Ekstraklasa SA - prezes Arki Gdynia Jacek Milewski... Jak skomentuje Pan te dwa fakty?

To wszystko to są działania prokuratorskie. Chcę tu powiedzieć, że PZPN jest całkowicie bierny. Nie przedkłada żadnych nowych projektów i nie robić nic w kwestiach afery korupcyjnej. Wiem natomiast, że Ekstraklasa SA co tydzień przedstawia mi projekt, a to o bezpieczeństwie na stadionach, a to o rozgrywkach młodzieżowych, czyli tego, co powinno zmienić się w polskiej piłce, aby ona dogoniła Europę.

Wymaga Pan od PZPN, aby jak najszybciej nałożył kary na instytucje i osoby prywatne oskarżone o korupcję - nawet bez posiadania pełnej dokumentacji na temat skali ich przewinień. Czy jako minister sportu może zadeklarować Pan, że gdyby w jednym czy w dwóch przypadkach, Wydział Dyscypliny PZPN podjął błędne decyzje - bo bazowałby na tych niepełnych danych - to czy resort sportu pokryje ewentualne koszty odszkodowania dla pokrzywdzonych?

Ja przede wszystkim namawiam i apeluję do PZPN, żeby eliminował ze swojego środowiska osoby, które są skorumpowane. Do tej pory niestety było tak, że komisja weryfikacji sędziów jednego dnia jednego dnia weryfikowała arbitra pozytywnie, drugiego tenże być aresztowany, a trzeciego postawiono mu zarzuty. Chciałbym doczekać dnia, w którym osoba, której stawiane są zarzuty, dwa tygodnie wcześniej została wykluczona z PZPN. Wtedy będzie to świadczyło o tym, że PZPN będzie chciał wyeliminować ze swojego środowiska osoby, które nie powinny się w nim znajdować.

Ciągnie się za Panem sprawa dyskwalifikacji za doping. Prof. Smorawiński, ówczesny szef komisji antydopingowej, podważył Pańską prawdomówność i zarzucił Panu kłamstwo. Stwierdził on, iż nie było możliwe przeprowadzenie badania Pana próbki B w sposób, o którym Pan mówił, tym bardziej nie mogło się to odbyć w nieistniejącym laboratorium w Stuttgarcie... Jak Pan to skomentuje?

Chcę powiedzieć, że błąd tkwi w samym pytaniu. Łatwo jest sprawdzić, że nigdy nie byłem zdyskwalifikowany, tylko zawieszony w prawach zawodnika przez PZLA. Chcę również powiedzieć Komisja Antydopingowa, która podlegała pod laboratorium, na którego czele stał profesor Smorawiński, nie miała wtedy atestu międzynarodowego. Co za tym idzie, jej decyzje nie były wiążące dla federacji międzynarodowej. Byłem zawieszony przez Związek, który był pod wpływem pana Smorawińskiego, ale nie miało to żadnego wpływu na moją karierę międzynarodową. Gdyby dziś znalazłbym się w podobnej sytuacji, broniłbym się zupełnie inaczej. Odwoływałbym się do sądów powszechnych i startowałbym poza granicami Polski. Wtedy miałem jednak 20 lat i moje możliwości były ograniczone. Chcę również przypomnieć, że przeprowadziłem wtedy dodatkowe badania w szpitalu na ul Szaserów w Warszawie. Są też dokumenty, które mówią, że u wielu młodych zawodników poziom testosteronu podwyższa się pod wpływem wysiłku. Zupełnie kluczową kwestią w tej sprawie jest to, że ten poziom testosteronu, który ja wtedy miałem, w tej chwili jest dopuszczalny.

Ze strony polityków opozycji kierowane są pod Pańskim adresem zarzuty o nieprawidłowości podczas Pańskiej pracy w warszawskim OSiR. Czy Pańska wojna z PZPN nie jest próbą odwrócenia uwagi od własnych problemów?

Myślę, że to jest dokładnie odwrotnie. Jeżeli prześledzimy, jak te dwie sprawy postępowały w czasie, to najpierw zostało wszczęte postępowanie, a po kilku dniach sprawa dotycząca audytu w ośrodku, w którym wcześniej pracowałem ujrzała światło dzienne. Chcę powiedzieć, że powstaje właśnie protokół pokontrolny, a my wnieśliśmy zastrzeżenie do pewnych kwestii, które - mówiąc kolokwialnie - są nadmuchane.

Pierwsza kwestia z brzegu to, że "Rzeczpospolita" zarzuciła mi, że kupiłem sobie katamaran, mimo że WOSiR był w trudnej sytuacji finansowej. Ten katamaran okazuje się być ślizgaczem dla mistrza świata, pana Bernarda Marszałka. W tym celu była przegłosowana specjalna uchwała Rady Miasta i ten sprzęt sportowy obiecał panu Marszałkowi ówczesny prezydent Warszawy Lech Kaczyński.

Panie Ministrze. Obraz i odbiór społeczny związku sportowego, to czy jest on postrzegany jako nowoczesny i właściwie funkcjonujący jest raczej wypadkową sukcesów sportowych. Czym Pańskim zdaniem różni się strukturalnie, pod względem sposobu zarządzania choćby Polski Związek Lekkiej Atletyki od PZPN?

Zgadzam się z tezą, że sposób zarządzania odzwierciedlają głównie wyniki, co widać najlepiej na przykładzie Polskiego Związku Piłki Siatkowej. Tam sytuacja została oczyszczona kilka lat temu, a dzisiaj mamy wicemistrzów świata. Przypominam również, że w PZLA jest sporo sukcesów. Podczas ostatnich i przedostatnich igrzysk to medale Roberta Korzeniowskiego, Kamili Skolimowskiej, Szymona Ziółkowskiego dawały nam powody do dumy. PZLA broni się swoimi wynikami.

Coraz częściej pojawiają się głosy, że gra Pan w jednym zespole ze spółką Ekstraklasa SA. Mówi się również, że jest to próba "skoku na kasę" - zdobycia wpływów na prawa marketingowe i medialne do rozgrywek piłkarskich, a co za tym idzie przewartościowania pozycji nadawców telewizyjnych i zmiany układu sil. Czy uważa Pan, że to możliwe? Czy chce Pan być kojarzony z takimi "rozgrywkami"?

Ja jestem za zmianą układu sił w PZPN. Ten związek musi się zmienić, bo strukturalnie tkwi w latach 70-tych czy 80-tych. Wszędzie na świecie narodowe związki piłkarskie są oparte o silne kluby. Chcę, aby tak też się stało w Polsce.

Jest Pan byłym lekkoatletą. W środowisku mówi się, że nie jest Pan wielkim miłośnikiem piłki nożnej. Czy to prawda, że w czasach zarządzania warszawskim sportem nosił się Pan z zamiarem zlikwidowania sekcji piłkarskiej w jednym z najbardziej zasłużonych polskich klubów Polonii?

Chcę powiedzieć, że jestem lekkoatletą, ale to chyba dobrze, że minister sportu nie jest urzędnikiem, a byłym sportowcem. Przykro mi, że nie byłem piłkarzem, ale podobnie jak większość społeczeństwa jestem również kibicem piłkarskim. Jeśli chodzi o pytanie, to rzeczywiście w strukturze WOSiR-u była Polonia Warszawa, w której wówczas funkcjonował pierwszoligowy klub piłkarski. My staraliśmy się oddłużyć klub i to nam się udało. Chcieliśmy przeprowadzić tam niezbędne inwestycje, ale chcieliśmy, aby nie dotyczyły one tylko piłkarzy, ale również pływaków, koszykarzy, czy lekkoatletów. Nie może być tak, że zamierza się wspierać tylko piłkarzy i budować stadion, na którym jest 12 lóż honorowych o podgrzewanej podłodze, a 50 m dalej jest basen, który się sypie.

Czy może Pan przedstawić internautom pomysły na rozwój sportu dziecięcego i młodzieżowego w Polsce?

Przede wszystkim trzeba stworzyć warunki, żeby młodzież miała gdzie uprawiać sport i my taki pomysł mamy. W zeszłym roku pilotażowo funkcjonował program budowy boisk wielofunkcyjnych. W ramach tego zbudowano w Polsce ponad 100 boisk. W tym roku program będzie dalej rozwijany, bo pozyskaliśmy partnera (PZU) i więcej jest także środków w budżecie.

O korupcji mówiło się również w innych dyscyplinach sportu jak żużel czy hokej. W wielu związkach sportowych struktura zarządzania jest archaiczna. Czy można się spodziewać, że ministerstwo zainteresuje się również innymi dyscyplinami?

Ministerstwo interesuje się innymi dyscyplinami, choć nie zawsze to się przewija w mediach. Jako były sportowiec chcę, aby to związki sportowe były dla sportowców a nie odwrotnie. Niestety w wielu przypadkach jest tak, że zawodnicy są niechciani i są tylko przystawką do działań działaczy. Chcę, żeby w polskich związkach było jak najmniej działaczy, a jak najwięcej menedżerów, a zawodnik był najważniejszy.

Reklama

Najlepsze tematy

Reklama

Reklama

Strona główna INTERIA.PL

Polecamy

Dziś w Interii

Raporty specjalne

Rekomendacje